Londres
Stare sprawy na nowo.
I resztki filmu






iż człowiek ma problem z wielowątkowością,
a rozwiązywanie spraw pojedynczo, jedna po drugiej często nie idzie w parze z
upływem kolejnych minut. Rzeczy szybko nawarstwiają się sprawnie blokując system neuronowy. Wówczas desperacko próbuje tłumaczyć się brakiem czasu, weny. Jest rozmontowany. Myśli rozbiegają się w przestrzeni a z braku odpowiedniej ilości czasu, kolejne sprawy przebiegają już w nie do końca zaplanowany sposób.
Coś jak tetris na co najmniej siódmym poziomie.
Czy bardziej obrazowo, jak widziałem to kiedyś w filmie “Było sobie życie”,
gdzie takie niebieskie chłopki z antenką na głowie biegały z każdą wiadomością do siwego, zaspanego, brodatego szefa, który sprawnie rozwiązywał te wszystkie problemy.
A co jeśli szef jeszcze przed trzydziestką, by nie dać się dorosłości,
zabarykadował większość neuronowych wejść, pozostawiając tylko te niezbędne do podtrzymania psychicznego balansu na właściwym miejscu? Co jeśli zostawił tylko te dzięki którym na ulicy nie wytykają go palcami? Ale, przecież człowiek ciągle musi być na czymś skupiony, dążyć do czegoś by nie myśleć o chorobie, śmierci czy innych dołujących sprawach.
Chodzi o to, że każdy chce móc usiąść i po chwili namysłu, bez zbytniego wysiłku
rozwiązać wszystkie problemy, zaplanować kolejne kilka szczęśliwych miesięcy. Wiedzieć co będzie.
Być! Bez żadnych uciążliwości, negatywnych konsekwencji bieżących decyzji.
By każdy był zadowolony… w szczególności sam właściciel tych myśli.
Można rozpychać się łokciami, ale przecież nie każdego na to stać.
Niestety (choć wciąż wierzę, że stety) równomierne proporcje połączenia duszy, sumienia,
serca i zwierzęcego pożądania to najgorsza opcja.
Taki bohater waha się przez całe życie i nigdy do końca nie popadnie w żadne skrajności.
Nie sprawdzi się jako wieczny i niepoprawny romantyk, czy egoistyczny bądź sadystyczny zboczeniec.
Jego działania oparte będą o wynik skomplikowanego równania, rzadko kiedy spontaniczne.
Salomonowe. Z których, może nie on, ale po trochu wszyscy wokół będą zadowoleni.
Ale może dzięki temu jest szansa by w jego głowie znów powstał jakiś całkiem zdrowy chaos i nowe rzeczy.
niebawem londyn i powrót do Lilian.
yo
Dziewięć godzin z okładem przewidzianym na nieprzewidziane opóźnienie. Uwielbiam pociągi. Mogę się tak kołysać w nieskończoność. Przynajmniej dopóki kręgosłup to wytrzyma. A czuję, że wytrzymuje już mniej niż kiedyś. W czasach corocznych wypraw lipcową magistralą Bielsko – Łeba. Kiedy to do wypchanego po brzegi pociągu wchodziło się wyłącznie przez okno, a najlepsze imprezy organizowano w okolicach syfiastego kibla. Ale wtedy każdy dobrze wiedział, że było to strategiczne miejsce warte poświęceń. Miejsce obok którego nikt z podróżnych nie przeszedł obojętnie. Właśnie tam, prędzej czy później musiała pojawić się upatrzona wcześniej dziewczyna z pobliskiego przedziału. A dalej to już różnie bywało.
Pociąg prawie wcale się nie zmienił. Co prawda w niektórych przedziałach wymienili tapicerkę a ściany zakleili tanią okleiną, ale nie mogę uwolnić się od myśli, że gdzieś tu pod tą nową warstwą tkwią jeszcze dobrze zachowane nasze flamastrowe wpisy sprzed dwóch dekad.
Od dziś Szczecin. Na kilka dni.
Chełmek. To miasto jest jak po wybuchu nuklearnym, który zabił wszystkich pomiędzy 18 a 35 rokiem życia.





w zawieszeniu pomiędzy zimą a latem, filmem a zdjęciem, byciem a niebyciem. A do tego mój granatowy paszport się wziął i przeterminował. Papierowa Lilian ma 60min i zdecydowanie odpoczywam przed kolejnymi dwoma kwadransami. Nie ma weny i pomysłów. Jakiś lewy ten chiński tygrys.
Ostatnia prosta. Niebawem koniec z marazmem. Po świętach treatment leci do producenta. Tymczasem wszystkim zdrowych świąt.
Dziś od rana chodzę dużo lżejszy. I to nie tylko dlatego, że słońce w końcu ogłosiło koniec parszywego, kalesonowego sezonu. Wczorajsza wena i nieprzespana noc przyniosła ostatnią scenę. Zakończenie którego usilnie szukałem od przyjazdu z wawy. Przyszło nagle i niespodziewanie. Ostatni brakujący element dzięki któremu cała reszta nagle zaczęła pasować. Chyba nie ma czego się wstydzić. Już lubię ten film. Teraz tylko całość trzeba przepisać. Z polskiego na polski.
joł.
idzie wiosna.
a..
dzięki karol…
Powered by WordPress