Ulice Mumbai
Brak okna w pokoju oraz powolne przestawianie się do nowego czasu spowodowało, że obudziliśmy się dopiero około 11:00. Strasznie dziwne uczucie otworzyć oczy około południa w tak ciemnym pokoju. Człowiek może poczuć się skołowany. Wiatrak swym szumem przypomniał mi gdzie jestem. Szybki prysznic w zimnej wodzie i znowu możemy przedzierać się przez ulice Mumbai.
Pierwsza sprawa jaka chcieliśmy załatwić było kupienie kolejowych biletów na GOA. Niestety poddaliśmy się po kilkunastu minutach. Najpierw spośród kilkudziesięciu okienek musieliśmy znaleźć jedno, które obsługuje turystów. Następnie musieliśmy wypełnić jakiś formularz A4 biletu nie kupimy bez paszportu, a na koniec koleś przywalił nam cenę, która dwa razy przewyższała cenę autobusu i zaznaczył, ze nie ma wolnych miejsc aż do poniedziałku wieczorem.
Postanowiliśmy, ze jeszcze przemyślimy ba jaka wersje transportową się zdecydujemy
i oddalilismy sie z tlocznego dworca Mumbai Victoria Terminus (ponownie robota angoli)
Czas na resztę miasta.
Plan był taki by omijać większe ulice i wejść w prawdziwe lokalne życie. Ulica po ulicy wciągaliśmy się w coraz biedniejsze tereny miast budząc przy tym nie małe sensacje. Hello Sir. Photo Please. Need some Help? Nie da się od nich opędzić, są wszędobylscy. Jesteśmy dla nich niczym chodzący bankomat. Nie można usiąść nawet na minute bo zaraz jakaś przyjacielska dusza proponuje nam załatwienie czegokolwiek. Od Haszyszu przez usługi transportowe na masażach skończywszy ;). Ratunek to ignorancja i ucieczka. Miłosierdzie niestety trzeba wyłączyć by nie zostać kompletnie nagim. Mam zawsze pełną kieszeń drobnych by rozdać chętnym na zdjęcia. Tak na prawdę nie trzeba nikogo to tego nakłaniać. Widok białego z kamera momentalnie wyzwala tu we wszystkich instynkty aktorskie.
Zwiedziliśmy dziś sporo ciekawych miejsc. Duże wrażenie wywarła na mnie jedna z ulic, na której pękła olbrzymia rura kanalizacyjna. Do pracy przy samej rurze zatrudnionych było kilkudziesięciu wychudzonych hindusów, natomiast do kopania wykorzystywano kobiety. Stały one do kolan zanurzone w błocie w rekach wielkie misy służące do przerzucania odpadów dalej. Straszny widok…

Na wieczór zostawiliśmy okolice Grant Road, miejsca uciech cielesnych. Jak się jednak wydaje ze względu na jakość i klasę tych usług terytorium przeznaczone jest raczej dla tubylców. Nie wyobrażam sobie by ktoś z “cywilizowanego” świata mógł skorzystać ze świadczeń na takim poziomie sanitarnym. Niestety kamera czy aparat to wróg tego typu miejsc i nasz widok wywoływał natychmiastowy popłoch. ;/ Zmrok sprowadził dodatkowe utrudnienia - statyw był zbyt oczywisty. Po chwili namysłu wpadliśmy, wydawać by się mogło, na znakomity pomysł by wykorzystać nieświadomego taksówkarza i podjechać jak najbliżej akcji. Wykonać perfekcyjnie zdjęcia i czmychnąć. Taxi driver zachęcony przez 100rp zgodził się po małym targu. Jedziemy, aparat gotowy. Komenda stop… Przygotowany do zdjęcia… Taksówka zwalnia. Łapie fokus… Z ulicy słychać głośne PHOTO PHOTO…. w tym momencie z kilku stron posypały się kamienie, które odbijając się od maski samochodu wystraszyły nas wszystkich. Kierowca momentalnie przyspieszył i przygoda z Grant Road zakończyła się bez jednego dobrego zdjęcia.
Nie odpuszczam ;) Jeszcze tam wrócimy…

Fajnie …!!!!! Tez chielibysmy polezec pod zielonkawymi palemkami … Z kokosami :D Szkoda tylko ze Jest troche nIeswiezo ;D Opisujesz super .. Normalnie jak z jakies dobrej ksiazki …….Czekamy z niecierpliwoscia na nastepny pOscik ….Ciao …. pozdrowienia fo all :P Bye
Comment by Natalia — 24/02/2007 @ 05:31 pm
Ciekawe czy jeszcze ktos czytajac to wszystko widzi dokladnie Ciebie w tych wszystkich sytuacjach. Mimo iz mnie tam nie ma czuje jakbym byl z wami, pozdrawiam i nie moge sie doczekac zdjec i opowiastek Live mam nadzieje ze znajdziesz pare dni czasu dla mnie
Comment by Janisz — 25/02/2007 @ 01:02 am