Wczoraj wieczorem zamówiliśmy budzenie na 8:30. Nasz landlord potwierdził stanowczym – Yes Sir. Następnego ranka, o wiele później obudziła nas matka natura. Nie zdziwiłem się wcale
. Trudno tez nazwać ranek, rankiem gdy w pokoju bez okna o 10 rano nie widać własnej dłoni.
Na dziś zaplanowane są dwie “atrakcje”. Targ o bilet na Goa i wyprawa na wyspę Elephanta.
Poranek przyniósł również pierwsze ostrzeżenie. Przestrogi o tutejszej wodzie okazały się nadzwyczaj prawdziwe. Choć oboje unikamy lokalnych wodopojów, nie da się uniknąć zjedzenia czegoś, co nie było podmyte w tutejszej wodzie. Ratunek w postaci 3 tabletek węgla jak na razie skutecznie “zatrzymuje” katastrofę. Chwilowo nie jem nic zapychając się wodą z butelki z napisem w typowo tutejszym prze-kolorowanym stylu 100% orginal by Coca Cola.
Przed wyjściem w miasto, wyskoczyliśmy do naszej lokalnej kafejki, tym razem na gorzka herbatę. Po chwili byliśmy już gotowi na nowy dzień wypełniony niezliczonymi targami z miejskimi handlarzami. Handlarzem jest tu chyba każdy od urodzenia. Taki narodowy zawód. Coś jak marudzenie w Polsce.
Wiedziałem, że muszę zdobyć dziś dodatkowa pamięć do mojego aparatu. W pierwszym sklepie wprawiony już w tutejszym przekomarzaniu, wykłócałem się o swoje aż w końcu zrezygnowałem z oferty dwukrotnie przewyższającej ceny z Londynu. Mogą mnie robić na tych swoich ciuchach, czy wszystkim innym, ale nie na czymś co wiem ile kosztuje. Zostało mi trochę fontów, wiec moglem sobie wyliczyć po mojemu ile to naprawdę jest warte i oszczędziłem pracy kolejnemu sprzedawcy. Większość Hindusów ma przyrośnięty palec do kalkulatora. Znając cenę za ile mogą sprzedać towar i tak udają matematyków rachując ile można, mamrotając coś pod nosem. W końcu przerwałem jego ekscytacje matematyka i położyłem funty na ladę. Kilku znajomych zasypiających w sklepiku, poczęło obmacywać walutę sprawdzając jej oryginalność. Jeszcze tylko telefon do przyjaciela, który zna kursy walut i pamięć jest moja.
Zadanie nr2. to kupno biletu autobusowego, które również zakończyło się sukcesem, ale o tym nasennym razem, gdyż muszę uciekać bo odjazd o 20:00
Napisze również o Elephanta, wyspie gdzie poznałem małpy…
Jedziemy na Goa.
