
Najlepiej nie spałbym wcale. Wypstrykałem już dwie karty i nie mam już miejsca na nowe zdjęcia. Czwarty dzień w tym samym mieście pozwala na to by powoli przywyknąć do tutejszego klimatu. Smród powietrza nie jest już tak uciążliwy jak pierwszego dnia. Tylko czasem nasila się bardziej w niektórych miejscach (o dziwo niekoniecznie tych wyglądających na najbrudniejsze). Jestem już prawie pewien, że ten zapach to nic innego jak odór z jednego wielkiego wysypiska śmieci jakim jest to miasto. Widzieliśmy już szczury pomykające przez ulice, myszy przebiegające pomiędzy nogami klientów mniejszych knajpek, gdzie czasem coś zajadamy.
W pokoju wyczaiłem już mini-mrówki i zabiliśmy pierwszego, niczego nie spodziewającego się prusaka, europejskich rozmiarów. Widocznie jeszcze młody. Ogólnie wszystkie insekty czuja się tu dość bezpiecznie, głównie ze względu na lokalne wierzenia, które nie pozwalają krzywdzić żadnych żywych istot. Reinkarnacja to podstawa tutejszej wiary, więc nikt nie chciałby trącić swego wuja. Dlatego zabicie naszego gościa nie należało do najtrudniejszych. Wyglądał na ostro zaskoczonego butem Szymona. Psy, krowy, konie, które można spotkać wszędzie przerażają brakiem jakiejkolwiek tuszy. Z resztą nie ma się co dziwić, jeżeli właściciel nie wygląda lepiej.
Sobota wieczór. Na imprezę nie ma szans. Wpuszczają tylko pary…sprawdziliśmy. Pozostają lokalne knajpki z 90% przewagą facetów wyluzowanych przy sokach z pomarańczy oraz DJ’em mixujacym kawałki z zeszłej dekady. Oczywiście DM nie znane, tez sprawdziłem ;)
Po tych kilku dniach mogę pokusić się o lekkie podsumowanie. Pierwsza sprawa dosłownie rzucająca się w oczy, poza ogromna bieda to komunikacja. Klaksony nie milkną nigdy, leżąc już w łóżku, dźwięk tego zmyślnie wykorzystywanego urządzenia rozbrzmiewa ciągle gdzieś w podświadomości nie pozwalając zasnąć. Mimo kilkudniowego treningu, przejście na druga stronę większej ulicy to nadal nie lada wyczyn i dobra zabawa.
Plaże nie należą do najlepszych. Za dużo ludzi, głównie żebrających. Nie można przystać nawet na minute. Z resztą piasek jakiś brudny a kolor morza raczej nie zachęca. Z pewnością poza miastem będzie lepiej.Smog rozmywa niebo i tak do końca nie wiadomo skąd świeci słonce.
Dworzec kolejowy to dalej dla mnie magia. Jeżeli ktoś planuje tu przylecieć proponuje przestudiowanie kolejnictwa azjatyckiego. Kolejki jak za komuny. Kupiliśmy bilet z punktu A do B w cenie 6rp a w pociągu złapał nas kanar i wlepił 600rp kary bo pociąg okazał się pospiesznym. Nie wiem jak ktoś może je rozróżnić.
Tak czy inaczej nie żałuje ani jednej minuty i mam nadzieje, że tak zostanie. Mimo tego ciągłego naciągania, ludzie Indii w gruncie rzeczy są bardzo przyjaźni, nie zepsuci przez zachodnia cywilizacje. Kolor naszej skóry z pewnością stawia nas w sytuacji uprzywilejowanej. Kochają cię za nic. Za to że jesteś. Agresji Brak.
Dzięx za wspaniałe relacje ;D Cieszymy sie Pozdro CIao
Comment by Natalia — 25/02/2007 @ 04:12 pm