Jedziemy na Goa
19:30 czau lokalnego a my zaopatrzeni w 2 litrowe butelki wody tym razem “wyprodukowanej” by PEPSI staliśmy gotowi z całym dobytkiem pod naszym biurem turystycznym. Ticket please. Tym razem z minami jak gdyby nigdy wcześniej nas nie widzieli. Pokazuje świstek schowany w kieszeni i po szybkiej kontroli dostajemy przewodnika, który ma doprowadzić nas na dworzec “PKS” za co oczywiście spodziewa się zapłaty. Po drodze mijamy autobusy, które na pewno wprowadziły by w zdumienie nie jedna stacje kontroli pojazdów. Na szczęście nasz pojazd wyglądał przyzwoicie z zewnątrz, bo wewnątrz to już prawdziwe arcydzieło rzemieślnicze. Ponad głowami “normalnych” pasażerów, zamontowane zostały prycze. Mniej więcej 40cm poniżej standardowych schowków. O takie właśnie miejsca leżące wcześniej mało się nie pozabijaliśmy. heh. Generalnie w najwyższym punkcie mam około 60cm luzu, własna lampkę i 1/5 okna. Nie polecam osobom z klaustrofobia. Czułem się tam jak wówczas, gdy miałem 10lat i budowałem sobie domek z koców rozłożonych pomiędzy tapczanem a dwoma krzesłami. Jak dla mnie może być. Nigdy nie chciałem dorosnąć.