Wczoraj wieczorem pokusiliśmy się o normalna kolacje i poranne testy wykazały, że wszystko jest już w normie.
Dzisiejszy dzień to kontynuacja relaksu na plażach, kąpiele, handlowanie i spacery. Jak tylko zejdziemy z kompów planujemy wypożyczyć motocykle i zwiedzić okolice. Spacer po Calangute uświadamia mnie w olbrzymiej różnicy pomiędzy metropolia jaka jest Mumbai a ta mała wioska na Goa. Kompletnie inny świat. Budynki przypominają filmy z Zorro. Takie białe kapliczki z krzyżem na szczycie a na bokach dzwony. W sklepach i knajpkach wiszą obrazy Jezusa przyozdobione kwiatami. Tym razem populacja miasta dzieli się na trzy grupy:
Najliczniejsza to oczywiście handlarze, druga – równie liczna to taksówkarze (nadzwyczaj natrętni) a trzecia grupa niewiele mniejsza, to turyści, głównie z UK.
To nasza ostatnia noc w Calangute. Jedziemy dalej na południe. Postanowiliśmy, że tym razem spróbujemy “na stopa”. Zobaczymy jak będzie. Zdjęć nie da się wysłać bo w kafejkach mają jakieś śmieszne programiki blokujące dostęp do wszystkiego poza przeglądarką.
Jest super Ciepło
Staje się czerwony.