Jarek Jarosz -photolife

28/02/2007

Calangute ride

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 12:27 pm

Wczoraj dostaliśmy do swojej dyspozycji motocykl marki Yamaha, wyprodukowany gdzieś około 1970 roku. Wypożyczenie takiej maszyny to koszt 200rp i po zdobyciu paliwa, można jeździć do woli. Paliwo kopiliśmy nieopodal w sklepie spożywczym. Obok chleba, coca-coli i innych trunków, sprzedawca trzymał kilka litrowych butelek (coś jak te po oleju do smażenia) z benzyną. Kupiliśmy dwie. Sprzedawca wypełnił nasz pojazd, zabrał butelki i mogliśmy pędzić. Postanowiliśmy jechać gdzieś przed siebie w kierunku wschodnim, byle dalej od turystów.

Pędząc, przecinaliśmy gorące powietrze i mijajliśmy coraz piękniejsze wioski umiejscowione głęboko w lasach palmowych. Tu życie płynie o wiele spokojniej. Ludzie jeszcze bardziej uśmiechnięci i życzliwi. Trudno opisach takie miejsca. Myślę, że nawet zdjęcia nie oddadzą tego klimatu. Tu po prostu trzeba być.

Po jakimś czasie musieliśmy znów wrócić do miasta by uzupełnić spalone paliwo. Przed wyjazdem byliśmy ostrzegani, że w każdej chwili możemy spotkać miejską policje, która zawsze chętnie da się przekonać, iż nie ma racji. Dwie białe głowy na czarnym motocyklu widoczne z bardzo daleka były bardzo łatwym celem i oczywiście musieliśmy się na ną natknąć. Driving licence please. Dostał w ręce nasze prawo jazdy i po krótkich oględzinach stwierdził, iż nie o takie mu chodzi. Tu wymagane jest międzynarodowe. Oczywiście żaden z turystów takiego nie ma. My również. Dowiadujemy się więc, iż mandat wynosi 1200rp, ale rozglądając się na boki dodaje, że może dać zniżkę i bez mandatu za 600 możemy jechać. Staraliśmy się jak zwykle targować, ale wydawał się nie ugięty. Nie bardzo wiedziałem jak zachować się wobec władzy z kraju takiego jak Indie. Domyśliłem się, iż nie może różnic się bardzo od innych i gdy Szymon dalej walczył o zniżkę, wyjąłem 400rp i bez słowa zamieniłem je na prawo jazdy, które mundurowy trzymał w ręce. Policjant kompletnie nie reagował na to co robię. Nawet nie wiedział ile mu daje, totalna ściema. Rozglądał się kompletnie nas ignorując i od tego momentu już nas nie widział. Schowałem prawko do portfela i niewiedząc do końca czy wszystko jest jak trzeba, poczęliśmy oddalać się z miejsca zdarzenia.

Słyszeliśmy, że taka sytuacje to tutaj nic nadzwyczajnego, wiec gdy otąrząsneliśmy się z chwilowego szoku, tuż po chwili wiatr znów rozwiewał nasze grzywy. Jeździliśmy tak aż do późnej nocy poznając zakamarki i okolice Calangute.

No Comments »

No comments yet.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

You must be logged in to post a comment.

Powered by WordPress