Jarek Jarosz -photolife

31/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 01:09 pm

* :) ;) Dobrze czasem wyjsc w piatkowy wieczor. ;) :)

30/03/2007

Coś

Filed under: 01.Life — Jarek @ 08:06 pm

mnie wzięło na czarnobiało

india2.jpg

india1.jpg

Filed under: 01.Life — Jarek @ 03:07 pm

Kolejny tydzień zlecial nie przynosząc niczego sensownego. Chcę się wyrwać by odnaleźć jakies kolejne moje wcielenie. Ludzi w czerni w Londynie jak na lekarstwo. .

29/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:43 am

Niebo nad wyspa znowu zasnute jest chmurami, ktore nie przynosza niczego pozytywnego.

Juz sie nie odzywam.

26/03/2007

Słońce

Filed under: 01.Life — Jarek @ 09:43 am

 Ja. Zaprogramowany na gorąco. Słońce to największy generator szczęścia w moim sercu. Dziś poniedziałek, początek ostatniego tygodnia marca, miesiąca kończącego epokę ciemnych chmur.

25/03/2007

Violators

Filed under: 01.Life — Jarek @ 05:03 pm

Pietnascie lat temu w sercu mlodego chlopaka zrodzila sie milosc do muzyki. Wowczas najwiekszym marzeniem bylo zobaczyc kiedys miasto Basildon, gdzie swoje dziecinstwo spedzil Dave Gahan. Czlowiek, ktory zmienil na lepsze, zycia milionow depeszowcow. Nie przypuszczalem, ze bedzie mi pisane zobaczyc jego rodzinny dom, szkole i okolice Essex.

dave.jpg

(tu kiedys mieszkal mlody Dave ;) )

untitled-4.jpg

a tutaj chodzili do szkoly

23/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 10:11 pm

Weekend. Właśnie wróciłem z pseudo Machesteru. Miejsce okazało się jakąś wioska niedaleko miasta. Nie było czasu by nawet wetknąć nosa do city, ale za to mam kolejny papierek na ścianę. Certyfikowany wymieniacz twardych dysków w urządzeniach do nagrywania kamer przemysłowych ;/ - na co mi to. ;/?? Nie wiem - jak trzeba to trzeba. Mam nadzieje, ze mi się nie przyda. Znalazłem chwile by pstryknąć jedna fotę na coutry-side.

Trzeba się napić bo nie da rady ;)

manchester.jpg

(taka dziwna pogoda zastała nas pod Manchesterem)

22/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 12:34 am

;) Dodalem kolejna porcje fotek, tym razem coś z plaży. Ciężko mi to wszystko idzie ;/

Jutro wieczorem jedziemy zobaczyć jak wygląda Manchester.

18/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 01:37 pm

Milo, że ktoś tu jeszcze zagląda. Janisz dotarł do Tokio. Właśnie napisał mi maila, że zaczyna się rozglądać. Anka startuje w piątek na Mistrzostwach świata w łyżwiarstwie jako jedyna polska reprezentantka.

16/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 01:42 pm

Dziś dodałem kilka zdjęć. Zaczynam od dołu. Przybycia do Mumbai.

15/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 03:21 pm

Nabrałem już wystarczająco dystansu do świata by powrócić do zdjęć. Od dziś zabieram się ostro do pracy nad zdjęciami oraz poprawkami do Bloga.

13/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 04:39 pm

dalej wracam do normy.

09/03/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 05:28 pm

Dotarliśmy do domów.

8 marca był wczoraj, ale do żywych wróciłem dziś, wiec spóźnione naj dla wszystkich kobiet.

800 zdjęć z Indii.

Nie wiem od czego zacząć.

07/03/2007

Pozegnanie z Azja

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 10:15 am

7.jpg

6.jpg

mumbai1.jpg

3.jpg

dzieci.jpg

2.jpg

1.jpg

Czas nieubłaganie biegnie do przodu. Przed nami ostatnie godziny azjatyckiej przygody. Przemierzamy Bombaj w poszukiwaniu ostatnich wrażeń. Wizyta na Grant Road zakończyła się połowicznym sukcesem. Widać nie jestem tu pionierem wynalazczości. Udało mi się jednak zrobić kilka zdjęć, z których większość niestety rozmazana.

Mam nieodparte wrażenie, iż to miasto zatrzymało się w rozwoju w czasach, gdy Anglicy opuścili swą kolonie. Autobusy i samochody generalnie z lat 60tych. Budownictwo również nie odświeżane od dziesięcioleci. Są oczywiście wyjątki. Nielicznym udało się coś zrobić, gdzieś poza granicami Hindustanu by powrócić i wprowadzić na rynek kilka mercedesów czy Porsche. Firma TATA monopolizuje ten kraj przejmując wszystko, począwszy od przemysłu samochodowego po telewizje satelitarna TATA-SKY. To dla nielicznych powstają tu centra handlowe z zachodnia modą, czy ekskluzywne restauracje. Przy każdym lepszym obiekcie (nawet bankomacie) zawsze stoi ochroniarz otwierając drzwi dla wybranych.

Jutro wylot z międzynarodowego lotniska Mumbai. Po powrocie pozostanie uzupełnienie naszego reportażu o wspomniane wcześniej zdjęcia i czas na przygotowania do następnej wyprawy.

06/03/2007

Stare Smieci

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 11:17 am

crw_8311.jpg

crw_8438.jpg

crw_8443.jpg

crw_8446.jpg

crw_8455.jpg

crw_8460.jpg

crw_8309.jpg

Pociąg punktualnie o 6 rano zajechał na stacje Mumbai Central. Tak wczesna godzina pozwoliła nam zobaczyć jak wielki moloch, budzi się do życia. Dystans, jakiego nabraliśmy poprzez ostatnie dni spędzone w zupełnie innym świecie jakim jest Goa, pozwala patrzeć na to wielkie miasto z zupełnie innej perspektywy. Ciekawość i zauroczenie egzotyka z pierwszych dni po przylocie do Mumbai, zamieniło się teraz w niechęć i zażenowanie. To miasto jest niewyobrażalnie przeludnione, brudne i zniszczone. Ludzie o poranku wyglądają jak zwierzęta. Mijamy ciała śpiących ludzi leżące na ulicach. Niektórzy nieopodal załatwiają poranna toaletę by na koniec rozłożyć tam uliczne kramiki z jedzeniem. Wszystkie możliwe zakamarki są zaplute i wypełnione resztkami jedzenia, którym żywią się psy, krowy szczury i wszelkiego rodzaju robactwo. Wiem, ze ci ludzie nie maja większego wyboru, ale nie wiem jak oni tu mogą przetrwać. Skoro i tak leżą, umierając z głodu na ulicach, wolałbym leżeć pod palmami gdzieś w głębi kraju a nie na tym wysypisku śmieci. Przeglądając lokalny Time Out przeczytałem, ze przybywa tu codziennie minimum 200 samochodów (trochę mniej niż polaków do Londynu). Nie wyobrażam sobie tego miejsca za kilka lat. Już teraz smog nie pozwala oglądać czystego nieba. Myślę, ze gdyby teraz zniknęli stad wszyscy mieszkańcy to posprzątanie tego miejsca zajęłoby kilka dobrych lat. Obecnie sprzątanie wygląda na podmiataniu śmieci z jednego miejsca w inne by później wiatr rozwiał to po całej okolicy.

Chodziliśmy tak przez kilka godzin szukając normalnego hotelu by spędzić te ostatnie chwile w miarę przyzwoicie ;). Mamy wielki pokój z balkonem z widokiem na jedna z zatłoczonych ulic.

Przejazd pociągiem, podobnie jak wcześniejszy autobusem, będę wspominał z uśmiechem. Dostaliśmy miejsce w wagonie przypominającym te z poprzednich, lokalnych pociągów. Czyli metalowy sześcian na kolkach bez koszy na śmieci tyle, ze nazywa się - sypialny. W oknach, jak zwykle metalowe pręty, choć tym razem można było wysunąć szybę. Wszystkie siedziska rozkładały się w taki sposób, ze na jednej ścianie powstawały po trzy prycze. Kilka centymetrów od głowy na górnym poziomie wiruje metalowy wentylator nie pozwalając na spokojny sen. Hindusi siedzący poniżej nas do późnej nocy rozgrywali partyjkę tysiąca, wykrzykując przy tym ile sil. Dodatkowo z częstotliwością około jednej minuty, korytarzem pomyka pociągowy sprzedawca, oferując tubylcze smakołyki, które dla nas kojarzą się tylko z “węglem leczniczym”. W końcu zmęczenie dopada wszystkich. Tylko Szymon, który mając kłopoty ze snem w ekstremalnych warunkach, zagrywa się do rana w klocki wbudowane w jego telefon.

Kontrast olbrzymi. piękno pozamiejskich okolic i syf wielkich miast. Radość życia na prowincji z ekstremalna biedota i żebractwem zatłoczonych ulic.

Można zwariować ;). Przygody gwarantowane.

05/03/2007

W drodze do Mumbai

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 09:23 am

Jesteśmy już na dworcu w Margao skąd wieczorem rusza nasz pociąg. Lekki żal pojawił się w mym sercu patrząc na rozbijające się fale o złocisty brzeg, podczas naszego ostatniego śniadania na plaży. Dociera do mnie, że rozpoczął się już ostatni tydzień wspanialej przygody i pogody. Zdążyłem już zapomnieć o tym co to zimno, deszcz i złe humory. Przywykłem już do otaczającego nas świata. Już nawet to trąbienie jakoś przycichło. Po powrocie do domu raczej przez jakiś czas nie wsiądę do samochodu z obawy przed niebezpieczeństwem jakie mogę stworzyć w związku z doznaniami jakich tu doświadczyłem. Do wielu dziwactw zdążyliśmy już przywyknąć. Korzystając z internetu należy najpierw wpisać się do wielkiej księgi podając imię, nazwisko adres i nr PASZPORTU (!). Co bardziej dziwaczne, nikt nikogo nie sprawdza. Irytowało to nas na tyle, ze Szymek za każdym razem wpisuje się używając coraz to śmieszniejszych danych, powodując moje wybuchy śmiechu.

W sobotę na plaży zorganizowana była impreza. Od rana w naszej ulubionej plażowej knajpce wisiał baner z napisem Live Music Tonight. Impreza ponownie okazała się typowo męskim party. Zespól składał się z dwóch osób. Wokalisty i klawiszowca. Klawiszowiec niczym Andy Fletcher z DM nie ukrywał swojego talentu i przez cala imprezę opierał się o instrument, zrywając się na chwile by zmienić utwór. Była Shakira (cudo wykonanie), Modern Talking, trochę lokalnych utworów. Początkowo dziwaczna wydawała mi się impreza tylko dla facetów, ale z czasem gdy cały parkiet zapełnił się uśmiechniętymi twarzami gości tańczących w swym lokalnym niepowtarzalnym stylu zrobiło się klimatycznie i radośnie. Reszty dopełnił Kingfisher duma Hindustanu.
Jak już pisałem wcześniej przed nami ostatnie dni w Mumbai, gdzie pozostało kilka miejsc do odwiedzenia, oraz dokończenie sprawy z Grant Road skąd zostaliśmy przegnani kamieniami ;) Tym razem szykuje jakiś kamuflaż.

untitled-2.jpg

untitled-1.jpg

(bye-bye Goa)

04/03/2007

Festiwal Kolorow

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 12:50 pm

Dziś wszyscy łącznie z nami obrzucali się kolorowym proszkiem, świętując zakończenie zimy (lokalnie święto może mieć inne znaczenia). Już w Mumbai słyszeliśmy, ze to bardzo ciekawe święto zwane HOLI przypominające nasz smingus dyngus tyle, że zamiast wody używa się specjalnego proszku. Rankiem zdecydowaliśmy się na nasz ulubiony transport, czyli lokalny autobus. Zanim dotarliśmy do centrum Margao, na obrzeżach zauważyliśmy głośny festiwal, zorganizowany pomiędzy małymi chatkami biedniejszych mieszkańców miasta. Wyglądało na tyle ciekawie, iż zrezygnowaliśmy z dalszej jazdy i po chwili byliśmy na tropie nowej przygody. Tubylcy przekrzykiwali się w śpiewach, tańcząc do rytmów przygrywanych przez bębniarzy. Podchodziliśmy dość ostrożnie nie wiedząc czy nie będziemy przeszkadzać w rytuałach. Jeden z młodych ochoczo wcielił się w role przewodnika i zaprosił nas dalej. Przeszliśmy pomiędzy chatkami prowizorycznie zbudowanymi z desek, których dachy pokryte były płatami folii. I tu wśród wszystkich wywoływaliśmy uśmiech na twarzach a później coraz odważniejsze próby ataków farba. W końcu nie mogliśmy odmawiać bez końca. Skoro weszliśmy w zabawę musieliśmy grac według obowiązujących zasad. I to był błąd. Dalej już nie wiedziałem co się dzieje z Szymkiem bo ja zostałem otoczony przez wszystkich chętnych obsmarowania białego łącznie z aparatem. Ucieczki nie było. Cala moja twarz pokryta była kolorami tęczy. Kiedy prześlizgnąłem się miedzy uczestnikami imprezy zobaczyłem Szymka, który wyglądał nie lepiej. Wszystko przypominało fragment z Sexmisji, gdzie ludzie obrzucali się czym popadnie. Szymek -wychodzimy (!)- krzyknąłem z daleka. Podziękowaliśmy i już nas nie było. Ulica to również nie był zbyt bezpieczny punkt. Staliśmy się idealnym celem ataków z ciężarówek, na których również trwały imprezy. Na każdej z przyczepek po kilkunastu chłopa z woreczkami proszku. Lekko już miałem dość z uwagi na sprzęt, który niosłem ze sobą. Marzyłem tylko o morzu, do którego chciałem wejść w całości łącznie z kolorowym już ubraniem.

untitled-1uu.jpg

Na plaży impreza toczyła się w najlepsze. Kobiety przyodziane w sari, które normalnie przy wodzie są zjawiskiem rzadszym niż biali, również rzucały się w fale. Dziś cale Indie zjechały się do nadmorskich miasteczek, by wspólnie w przyjaźni dokonać oczyszczenia.

Tym razem,o dziwo to nie my prosiliśmy o zdjęcia. Kilkakrotnie podchodzili do nas zaciekawieni przybysze z głębi lądu by prosić o wspólna fotografie.

Dziś ostatni dzień na Goa. Jutro z Margao wyruszamy do Bombaju, gdzie jest jeszcze kilka niezamkniętych tematów oraz powrotny samolot do Londynu.

Pozdrowienia…

03/03/2007

Poznaj Kraj

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 03:51 pm

map1.jpg
mapa poglądowa stanu GOA - tu się kręcimy
obecnie Colva Beach.

Wcześniej wodospady - max po prawej (ang. water falls)

Ponad 100km zrobiliśmy dziś pomykając przez tereny, które rzadko odwiedzane są przez białych ludzi. Nie czuje się dobrze w opisach przyrody bo wszystko o czym mógłbym napisać pewnie wielu przede mną lepiej już to zrobiło. Mogę tylko od siebie dodać, ze ludzie w Indiach są kosmiczni. Nasze odwiedziny w miejscach schowanych gdzieś głęboko w palmowych lasach powodowały wybuchy radości wręcz małe święto wśród rodzin, które prosiłem o zgodę na fotografie. Pewien chłopiec wziął mnie za rękę i zaprowadził na ogródek, w którym pod wielkim wiklinowym koszem (takim jakie Hinduski noszą na głowach) schował kurę z malutkimi pisklętami. Poprosił o wykonanie kilku zdjęć jego małym przyjaciołom . Mimo, iż Ci ludzie wiedzą,że prawdopodobnie nigdy tych zdjęć nie zobaczą, pozują z wielka przyjemnością. Czas biegnie tu tak powoli. Mimo, ze Indie generalnie określane są jako biedne. Tacy ludzie wyglądają na w pełni szczęśliwych mając to co maja. Piorąc na kamieniu, używając prostych narzędzi, odwiedzając co najwyżej sąsiednią wioskę. Tu widać radość z życia w przeciwieństwie do tych żebrzących w wielkich miastach. Nie wiem na czym ta różnica polega. Może w większych miastach bardziej widać kasty. Warstwy społeczne, z których nie można się wyrwać. Gdy urodziłeś się biedny, zostaniesz takim do końca życia.

cpn.jpg

(właściciel sklepu spożywczo-paliwowego. Pełna obsługa)
Wracając do tematu. Dotarliśmy dziś do jednej z plaż niedaleko Vasco da Gama miejscowości nieco na północ od Margao. Cudowne miejsce. Myślę, ze Michal Wisniewski mógłby wziąć tam kolejny swój ślub ;) (pisałem, że nie siedzę w opisach przyrody). Cudownie pędzić przed siebie nie wiedząc która godzina, gdy kierunek wyznacza słonce. Nic nas nie goni donikąd się nie spieszymy. Zatrzymywaliśmy się, gdy coś przykuło nasz wzrok. Jedyne czego mogliśmy się obawiać to jakiś przypadkowy radiowóz, ale tym razem nigdzie ich nie spotkaliśmy. Podobno głownie czatują na drogach szybkiego ruchu, gdzie w Indiach obowiązuje nakaz używania kasków. Na pozostałych drogach wiatr we włosy. Po powrocie plaza i dopalanie różowych skór na słońcu.

india-map.jpg

(my robimy setki kilometrów a dla porównania wielkości Indii-

-Cały stan Goa to mała czerwona kropka po lewej)

02/03/2007

Pokochac Indie

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 04:34 pm

Kiedy Szymek po powrocie z wyprawy do Kolamb (Wodospady) stwierdził, ze rozwiało mu włosy dodając - a Tobie?

Odparłem:

NIE WIEM NIE WIDZIAŁEM SIĘ OD WCZORAJ.

te spontanicznie wypowiedziane słowa, chyba najlepiej mówią o dzisiejszym dniu.

Zebraliśmy się dość wcześnie i po śniadaniu bez prądu wyruszyliśmy na kolejna wyprawę w nieznane. Braki prądu w Indiach to jeszcze normalka i nikogo tu nie dziwią. Wiec dziś zjedliśmy śniadanie bez tostów.

Jako nowi fachowcy od autobusów lokalnych, nie musząc korzystać z luksusów taksówek, udaliśmy się tym właśnie transportem do Margao. Miasta położonego kilkanaście kilometrów od plaży, wyposażonego w stacje kolejowa. Na stację trafiliśmy bez większych problemów, pytając o drogę często spotykanych policjantów, których głównym zajęciem było zastępowanie znaków świetlnych na drogach. W Indiach mało kto zwraca na nie uwagę, wiec policjant lepiej się sprawdza w zatłoczonych miejscach, gdzie pieszy nie ma szans na przejście przez drogę. Dworzec okazał się o wiele przyjemniejszy od tego w Bombaju (stara nazwa Mumbai). Dzięki temu odkryliśmy ostatnia tajemnice Indii - rezerwacje pociągu dalekobieżnego. Trik polegał na tym, że tu było o kilka tysięcy mniej ludzi na dworcu, dzięki czemu wszystko można było lepiej zrozumieć. Najpierw należy zaopatrzyć się w karteczkę, na której jest kilka rubryczek do wyplenienia. Miedzy innymi - Full Name (Max 15 Letters)- Brzęczyszczykiewicz nie pojedzie. Następnie po odstaniu 20 min w kolejce do jednego z okienek, które na pierwszy rzut oka wyglądają tak samo jak każde inne, dowiadujemy się, że to nie to okienko. Kolejna kolejka doprowadza na do mundurowego w kasie specjalnej (turyści, emeryci, policja, wojsko, oraz … posiadacze kart kredytowych ;) (???)). Tam dopełniamy resztę pól, których nikt sam nie wypłeni -nazwa pociągu, nr “pryczy” etc. i w końcu mamy swoja pierwsza rezerwacje. Do Mumbaj wracamy w poniedziałek wieczorem ( planowany (!) czas podróży 12 godzin - ile będzie nie wiadomo).

Kolejne zadanie to zdobycie biletu na pociąg, który zabierze nas do Kolamb. Bardziej w głąb lądu, dalej od cywilizacji. W kolejnej kolejce dowiadujemy się, że jest godzina 11:00 pociąg odjeżdża 0 13:00 a bilety sprzedają od 12:00 ;). Pozostało nam tylko czekać na peronie, na który trzeba mieć specjalny bilet peronowy (cena 3rp). Tam wyczaili nas jeden z biedaków i grzecznie poprosił o o pomoc. Był pierwszym w dzisiejszym dniu wiec dostali 20rp, ale mimo wszystko nie ucieszył się zbytnio. Usiadł nieopodal i zaczął płakać. Mężczyzna w wieku około 40lat z łzami w oczach w podartych spodniach to koszmarny widok. Wiem, ze i w Polsce czy Anglii nie brakuje takich ludzi, ale nigdy nie miałem z czymś takim tak bliskiego kontaktu i nigdy nikt we mnie nie widział tyle nadziei, że to właśnie ja go uratuje. Godzina 12:00 wybiła, wiec po raz kolejny mogliśmy odstać swoje po bilety, które w końcu zdobyliśmy. Szymek wolał jednak upewnić się, o której dokładnie odjeżdża pociąg. Tu muszę zacytować podsłuchaną rozmowę.

-o której odjeżdża pociąg do Kolamb?

-o 13:00

-dokładnie o 13:00?

-o 13:20 dokładnie.- odpowiada kobieta w informacji.

-a jak długo trwa podróż?

-30min

-30?

-dokładnie 40… no może do jednej godziny.-odparła Hinduska.

-Szymek przeklina do mnie po polsku.

Chciałbym tu dodać, że ciekawość Szymka wynikła z wcześniejszej rozmowy z bileterka.

-Jak długo jedzie pociąg?

-20min

-20?

-no może 40min - zastanawia się bileterka.

Szymon nie lubi niedokładności w odpowiedziach o czym niejednokrotnie się przekonałem.

W związku z powyższym pozostała nam dobra godzina do odjazdu. Przechodząc kładka ponad torowiskiem zauważyłem, że po drugiej stronie dworca, znajduje się wielka budowa przy, której powstało małe miasteczko slums’owe. Nic nie mogło mnie powstrzymać by tam nie zajrzeć. Pośród cegieł,szmat i worków, w kurzu wyłowiłem kilkoro bawiących się dzieciaków, którym począłem pstrykać fotki. Zachowałem spory dystans, by niepotrzebnie nie straszyć dzieci i nie prowokować pracujących nieopodal rodziców. Mały chłopczyk z opona i patykiem w ręku pierwszy zauważył intruza i podszedł do mnie by zobaczyć kim jestem. Gdy zobaczył aparat wiedział co robić, czym zachęcił pozostałych. Takim sposobem w kilka sekund z niezauważalnego paparazzi stałem się centralna osoba obozu. Nie chciałem przeciągać sprawy. Z doświadczenia już wiedziałem, że rodzice w takich sytuacjach próbują robić dobry interes na swych pociechach. Zamiast pieniędzy tym razem dzieci zostały obdarowane ciastem z pobliskiego kiosku. Wróciłem na dworzec. Ostatecznie pociąg przybył 13:40. Podróż pociągiem przez Indie to niesamowite przeżycie. Brak szyb w oknach i otwarte drzwi powodują uczucie bliskiego kontaktu z naturą przemykająca przed oczyma. Coś więcej niż przyczepa ciężarówki, gdyż linia kolejowa przecina bardziej dzikie tereny niż drogi samochodowe. Im bardziej na wschód tym widoki były bardziej interesujące. Tuz przed stacja Kolamb mijaliśmy most, z którego zauważyliśmy praczki pracujące w przepływającej poniżej rzece. Musieliśmy to zobaczyć. Spacer w 40stopniowym upale po szynach w pocie czoła sprawił mi niesamowita frajdę. Najpierw powoli wynurzyłem się z nad mostu by nie spłoszyć kobiet. Gdy miałem już odpowiednia ilość materiału, zdecydowałem się że zejdę kamienistym urwiskiem i spróbuje z bliska. Z daleka począłem machać powitalnie pokazując, ze nadchodzi dobry człowiek. Jak zwykle niepewność pojawiła się na twarzach moich modelek, ale aparat łagodzi obyczaje. Photo? Coś odpowiedziały z minami uśmiechniętymi, co oznacza, ze mogę ! Tu mała dygresja. W Indiach w przeciwieństwie do wielu europejskich narodów słowo TAK to nie znaczące kiwanie głowa w gore i w dol a coś pomiędzy NIE WIEM a NIEMOŻLIWE. Proponuje teraz by każdy przećwiczył ten ruch głowy aby zrozumieć moje zakłopotanie, gdy pytam czy mogę zrobić zdjęcie. Nigdy nie wiem czy tak czy nie.

Sesja z praczkami zakończyła się pełną satysfakcja obu stron. Dalej już tylko wodospady.

Wypożyczyliśmy JEEPA, gdyż droga do wodospadów prowadzi przez dżungle i nie można się tam inaczej dostać. Droga samochodem, rówieśnikiem radzieckiego UAZA, okazała się równie zabawna jak przechodzenie przez drogę. Podskakiwaliśmy z Szymonem o mało nie rozbijając metalowego dachu. Droga nie wyglądała na bardzo wyboista i gdyby nie to, że przekraczaliśmy rożne rwące potoki to wolałbym przejechać to maluchem. Po przejeździe sprawdzałem czy czasem nie mieliśmy kwadratowych kol bo drgania były nadzwyczajne.

Z reszta zobaczcie sami crmv0068.AVI i dalej crmv0069.AVI ( ściszyć głośność !!)

Jak widać na przykładach było wesoło. Zaproponowałem kierowcy występy w Paris - Dakar, ale po minie wywnioskowałem, że nie bardzo ogląda Eurosport. Droga powrotna byla juz o wiele gorsza, ale o tym za moment.

Nie chce się rozpisywać o wodospadach bo każdy wie jak jest. Pieśnie, głośno, romantycznie i …. małpio. Moja wcześniejsza małpia rodzina wysiada do tej ilości małp jaka zobaczyłem przy wodzie. Moglem focić do woli.

Wracając do powrotu. Moja mama zawsze mówiła, ze nie przepada ze mną jeździć samochodem, gdyż ie czuje się ze mną bezpiecznie. Nie wiem co by zrobiła naszemu kierowcy po takim rajdzie. Przypominam ze w Indiach ruch lewo-strony (samochód powinien być po lewej) crmv0073.AVI

crmv0074.AVI

ja miałem serce w gardle i nie za bardzo wiedziałem jak przekonać kierowcę by zwolnił. Na pewno zrobi furorę na Youtube.

Po drodze zatrzymał się jeszcze przy jednej z plantacji, gdzie zrobiłem zdjęcie chmarze dzieciaków plantatorów. Wspaniale uczucie. Byliśmy tam wydarzeniem miesiąca. Później sam “Holek” pozwolił sobie zrobić z nami zdjęcie przy jego terenowym wozie i pomknęliśmy z zawalem dalej w strona Margao.

Dalej to już tylko powrót do naszego “plażowego kurorciku” autobusem o niepowtarzalnym klimacie.

Można się zakochać w tym kraju, pogodzie i ludziach.

Na koniec instrukcja jak rozmawiać przez telefon w zatłoczonym hinduskim autobusie crmv0076.AVI

01/03/2007

Margao - Colva Beach

Filed under: 02.India 2007 — Jarek @ 12:00 pm

Po pierwszym udanym przejeździe koleją w czwartkowy poranek osiągnęliśmy kolejne miasteczko usytuowane 40km w kierunku południowym od naszego ostatniego położenia.

Margao to kurort turystyczny z wieloma “przyjemnymi” hotelikami wybudowanymi tuż przy plaży. To już nasz piaty pokój, jak na razie bez zaobserwowanego robactwa. Nasz ostatni hotelowy gość - prusak gigant (w zasadzie jego zwłoki) nie przetrwał ostatniej nocy. Mini mrówki pozostawiły po nim malutki szkielecik i nóżki. Wracając jeszcze do wczorajszego wieczoru. Po zwiedzeniu Panji wróciliśmy na noc do naszej wioski, gdzie postanowiliśmy zaliczyć lokalny bar. Coś w stylu naszego “Bar Bistro” czyli meeting room dla lokalnych, znudzonych mężów. Zamówiliśmy dwie butelki lokalnego piwa. Barman ze szczerym uśmiechem przedstawiającym ostatnie trzy zęby z kompletu jaki mu został z dzieciństwa, przyniósł butelki i dwie szklanki ochoczo przygotowując się do nalania. Nigdy nie widziałem tak brudnych-umytych szklanek. Były wręcz kremowe od rożnych mazi i tłuszczyków. Szymek stanowczo przerwał ceremoniał tłumacząc, że piwo bardziej smakuje mu prosto z butelki. Uznałem, Iż było to najlepsze z możliwych dyplomatycznych wytłumaczeń tak by nie urazić wyraźnie zdziwionego właściciela.

man.jpg

Teraz znów walczymy z falami najcieplejszego morza w jakim udało mi sie dotychczas urzędować. Woda cieplejsza niż powietrze. Zbieramy siły przed uderzeniem w głąb lądu. Przed nami ostatnia zaplanowana atrakcja 100km na wschód by zobaczyć Indyjskie wodospady.

Dziś filmik z rajdu przez Goa’ńskie wiochy crmv0043.AVI

Powered by WordPress