Dziś wszyscy łącznie z nami obrzucali się kolorowym proszkiem, świętując zakończenie zimy (lokalnie święto może mieć inne znaczenia). Już w Mumbai słyszeliśmy, ze to bardzo ciekawe święto zwane HOLI przypominające nasz smingus dyngus tyle, że zamiast wody używa się specjalnego proszku. Rankiem zdecydowaliśmy się na nasz ulubiony transport, czyli lokalny autobus. Zanim dotarliśmy do centrum Margao, na obrzeżach zauważyliśmy głośny festiwal, zorganizowany pomiędzy małymi chatkami biedniejszych mieszkańców miasta. Wyglądało na tyle ciekawie, iż zrezygnowaliśmy z dalszej jazdy i po chwili byliśmy na tropie nowej przygody. Tubylcy przekrzykiwali się w śpiewach, tańcząc do rytmów przygrywanych przez bębniarzy. Podchodziliśmy dość ostrożnie nie wiedząc czy nie będziemy przeszkadzać w rytuałach. Jeden z młodych ochoczo wcielił się w role przewodnika i zaprosił nas dalej. Przeszliśmy pomiędzy chatkami prowizorycznie zbudowanymi z desek, których dachy pokryte były płatami folii. I tu wśród wszystkich wywoływaliśmy uśmiech na twarzach a później coraz odważniejsze próby ataków farba. W końcu nie mogliśmy odmawiać bez końca. Skoro weszliśmy w zabawę musieliśmy grac według obowiązujących zasad. I to był błąd. Dalej już nie wiedziałem co się dzieje z Szymkiem bo ja zostałem otoczony przez wszystkich chętnych obsmarowania białego łącznie z aparatem. Ucieczki nie było. Cala moja twarz pokryta była kolorami tęczy. Kiedy prześlizgnąłem się miedzy uczestnikami imprezy zobaczyłem Szymka, który wyglądał nie lepiej. Wszystko przypominało fragment z Sexmisji, gdzie ludzie obrzucali się czym popadnie. Szymek -wychodzimy (!)- krzyknąłem z daleka. Podziękowaliśmy i już nas nie było. Ulica to również nie był zbyt bezpieczny punkt. Staliśmy się idealnym celem ataków z ciężarówek, na których również trwały imprezy. Na każdej z przyczepek po kilkunastu chłopa z woreczkami proszku. Lekko już miałem dość z uwagi na sprzęt, który niosłem ze sobą. Marzyłem tylko o morzu, do którego chciałem wejść w całości łącznie z kolorowym już ubraniem.

Na plaży impreza toczyła się w najlepsze. Kobiety przyodziane w sari, które normalnie przy wodzie są zjawiskiem rzadszym niż biali, również rzucały się w fale. Dziś cale Indie zjechały się do nadmorskich miasteczek, by wspólnie w przyjaźni dokonać oczyszczenia.
Tym razem,o dziwo to nie my prosiliśmy o zdjęcia. Kilkakrotnie podchodzili do nas zaciekawieni przybysze z głębi lądu by prosić o wspólna fotografie.
Dziś ostatni dzień na Goa. Jutro z Margao wyruszamy do Bombaju, gdzie jest jeszcze kilka niezamkniętych tematów oraz powrotny samolot do Londynu.
Pozdrowienia…