Jarek Jarosz -photolife

27/05/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 07:21 pm

przerwa technicznaaaaaaaa

26/05/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 09:33 pm

No to lece…

do zobaczenia.

Ktoś

Filed under: 01.Life — Jarek @ 08:59 am

przeżył życie. Nie żyjąc.

ja sie nie dam

25/05/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 05:54 pm

Dziś na “trojce” zaraz po 22:00 (polskiego czasu)  wywiad z Alanem Wilder’em.

Będzie ciekawie.

http://www.polskieradio.pl/sluchaj/play.aspx?p=r3

24/05/2007

Cos o Norwegii

Filed under: 05.Norway — Jarek @ 04:43 pm

Sobota 9 rano. Kameralne lotnisko położone kilkadziesiąt kilometrów od Oslo. Podczas kontroli paszportowej Norweski oficer widząc mój wiekowy paszport upewnia się dłuższa chwile czy ja to ja. Odpowiadam, ze to moja własna twarz z czasów, kiedy bylem jeszcze młody - to już nie jesteś? Zapytał z uśmiechem. Spojrzałem na uwiezionego w budce strażniczej wiekowego Norwega. Nie musiałem odpowiadać. Co ja gadam pomyślałem stojąc u progu nowej wyprawy.

Już w Londynie zaplanowaliśmy, ze zamiast szukać hotelowych pokoi w jednym z najdroższych miast jakim jest Oslo, wypożyczymy samochód by moc zobaczyć Norwegię w całej jej okazałości. Za punkt docelowy wybraliśmy Bergen, kiedyś największe dziś drugie co do wielkości miasto Wikingów. Po załatwieniu formalności, dostaliśmy kluczyki i nowiutki Ford stal się naszym nowym środkiem transportu, spełniając jednocześnie funkcje hotelowe. Ruszyliśmy. Pogoda była całkiem przyjemna, choć na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze chmury. Jeszcze wówczas nie zdawałem sobie sprawy, że w Norwegii prócz znakomitych widoków to właśnie pogoda jest kluczowym elementem krajobrazu.
Mimo wsparcia samochodu przez system GPS, zdecydowaliśmy, ze bez “papierowej” mapy ani rusz. Na pierwszym postoju zdobyliśmy północno zachodnia cześć Norwegii i mogliśmy nakarmić nasza wyobraźnie suchymi faktami z planu, nie mieszczącego się w najdłuższych rekach Norwega. Norwedzy nalezą do gatunku ludzi homo-big, czyli olbrzymów. Moim ulubionym zajęciem w Oslo było oglądanie ludzi. Maja coś w sobie. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów wpadliśmy w pierwsza ulewę. Oczywiście musiał na tym ucierpieć pejzaż, który momentalnie stal się bardzo przygnębiający. Gdy już mailem się pogodzić, ze tym razem nie dopisało mi szczęście, nagle wyszło słonce i wszystko zaczęło wyglądać lepiej. Wokół nas wyrastały coraz wyższe szczyty, na których leżała jeszcze gruba warstwa śniegu. Doliny bujnie porośnięte przez drzewa, często blokowały możliwość robienia zdjęć co wprawiało mnie powoli w furie. Zostałem zmuszony do wychodzenia z auta w poszukiwaniu “miejsc”. Doświadczony Szkocją wiedziałem, ze na dłuższa metę stanie się to męczące, gdyż tak jaki i w Szkocji i w Norwegii, krajobraz zmienia się z każdym zakrętem i wszędzie jest - jeszcze piękniej. Z reszta moim zdaniem mimo, że wielu nie chce się z tym zgodzić, Norwegia to większa siostra Szkocji, choć na pewno więcej tu drzew, fiordów i tuneli. Norwegowie niczym Lemingi przeszywają na wylot każda górę, która stanie im na przeszkodzie. Pierwszy rekordowy tunel wprawił nas w osłupienie. Wjeżdżając nie wiedzieliśmy, ze znikniemy na 11 km. Później z przerażeniem wjechałem dziurę o długości 25km. Sprawdziłem dziś na necie - Laerdal - Aurland to najdłuższy na świecie tunel samochodowy. W trzech miejscach zrobione są zatoczki oświetlone niebieskimi fluorescencyjnymi lampami. Wygląda jak takie jaskinia-disco. Zatrzymałem się by sprawdzić echo. Super efekt. Z biegiem czasu dopadało nas zmęczenie i raz po raz, na zmianę zapadaliśmy w sen. Podczas mojej zmiany wpadłem w kolejny tunel. Na końcu czekała na mnie niespodzianka. Białe światełko na końcu tunelu, było mocniejsze niż zwykle. Z każda sekunda zbliżałem się do jasnego punktu mrużąc zmęczone już oczy. Wreszcie wydostałem się na zewnątrz. Szymon już od jakiegoś czasu leżał w śpiączce a ja właśnie się mocno zdziwiłem tym co zobaczyłem. Na zewnątrz szalała śnieżyca. Wszystko wokół białe. Postanowiłem, ze zorbie niespodziankę Szymikowi i wjadę w takie miejsce, gdzie wokół nie będzie nic tylko śnieg po horyzont. Później go obudzę i powiem, że właśnie umarł. Niestety. Kilka kilometrów dalej, zaczął się ostry zjazd w dół i zimę znów zastąpiło lato. Wahanie temperatury na odcinku 10min - 20″Celsjusza. Nici z niespodzianki. W drodze powrotnej na wysokości 1000m mieliśmy podobny klimat. Tym razem skończyło się na zabawie w śnieżki. Tak wielki różnice temperatur, częste wysiadanie i wsiadanie do samochodu zdziwiło również mój organizm doprowadzając do osłabienia mojego zapału.
Sobotni wieczór spędziliśmy w Bergen. Bardzo fajne miasto. Jak podają źródła internetowe wpisane na listę UNESCO. W niedziele z rana obraliśmy kierunek - Oslo Centrum i znów byliśmy na trasie. 650km wąskimi ulicami, wśród setek wodospadów, które powstają na skutek topienia się śniegu pozostałego jeszcze na szczytach górskich. Wieczorem przywitała nas stolica. W zasadzie dziewczyny azjatyckiej urody przyczajone za każdym rogiem. Podobno (nie bylem, słyszałem) nawet w Amsterdamie tak nie maja. Wieczór ze względu na zmęczenie zakończył się dość szybko. Zmierz zapadł grubo po 23:00. Ostatni dzień, to zwiedzanie miasta. Skończyło się na kilku knajpkach i kafejkach, z których moglem obserwować ludzi i klimat. Kuchnia norweska to przede wszystkim Łosoś, którego uwielbia Szymon, ale również Hot-Dogi z Boczkiem, które stały się naszym kultowym pożywieniem. Te słynne gorące psy to znana Szwedzka potrawa. Sprawdziłem to oglądając wczoraj film Together (Tillsammans, Lukas Moodysson). Interesujący (na czasie) film o relacjach w związkach. …. Tak, czy inaczej gdyby nie pogoda jaka tam panuje, być może Oslo należałoby do moich ulubionych miejsc.

23/05/2007

Teraz Polska

Filed under: 01.Life — Jarek @ 12:42 pm

Przyszedł czas na ojcowiznę 27 05 2007

22/05/2007

Filed under: 05.Norway — Jarek @ 07:12 pm

13.jpg

Z pozdrowieniami dla dalekiej Kanady.

34.jpg
jak.jpg

pigs.jpg
24.jpg

1111.jpg

asdasa.jpg

43.jpg

oslo.jpg

62.jpg

eeee.jpg

72.jpg

81.jpg

91.jpg

10.jpg

111.jpg

131.jpg

121.jpg

21/05/2007

Norwegia-Cztery pory roku

Filed under: 05.Norway — Jarek @ 12:59 pm

Historia zbioru Cztery pory roku rozpoczęła się gdy Antonio wpadł sobie w maju do Norwegii. Później gdy wrócił do siebie by odchorować grypę, na która z łatwością można tu zapaść, leżał w łóżku i z nudów skomponował sonety nazywając je porami roku by na zawsze zapamiętać co go tu spotkało.

Tak naprawdę to trzeba mieć tu stalowe zdrowie. Przejechaliśmy ponad 1000 km. Wyruszyliśmy przy pogodzie przypominającej pozna wiosnę. Dalej wjechaliśmy na tereny przypominające Grenlandię by dalej wpaść w jesienne ulewy. Na koniec znikły wszystkie chmury i słonce zaczęło przypiekać jak w lipcu. Teraz jesteśmy w Oslo, gdzie jest wczesna jesień. Jeszcze nie wiem jak się czuje. Miasto bardzo przyjemne. Pozdrawiamy.

19/05/2007

Bergen

Filed under: 05.Norway — Jarek @ 10:43 pm

Bergen…stop….słonce….deszcz….mróz….śnieg…..słonce…..deszcz….stop… Ludzie mówią w języku, który brzmi jak od tyłu. stop.

18/05/2007

KONKURS

Filed under: 01.Life — Jarek @ 08:56 pm

Ogłaszam konkurs na tekst piosenki.

W nagrodę utwór zostanie nagrany i zamieszczony na blogu.

Panuje pełna dowolność

Czas na Norwegie

Filed under: 05.Norway, 01.Life — Jarek @ 10:41 am

Kończę wszelkie zaległe prace,tak by wieczorem znaleźć kilka chwil na analizę norweskiej pogody. W tym roku udało mi się już zaliczyć dwa upalne lata, by powracać do miasta od wieków zasnutego chmurami.

Dziś wieczorem dojdzie do kolejnego spotkania muzycznego. Zamiast się pakować szukałem programu automat perkusyjny. Stwierdziliśmy, że “prawdziwa” perkusja do kuchni już nie wejdzie (mieszkamy na 13 piętrze). Nigdy nic nie wiadomo ;).

Plan na Norwegię jest jeszcze nie skoordynowany. Wstępny plan smthefjordsofnorway.jpg

ja pokazuje mapka, to szybki objazd Oslo - Fiordy - Oslo. Jak będzie, jak zwykle przekonamy się na miejscu.

Pozdrowienia.

15/05/2007

Happy Birthday DAVE

Filed under: 01.Life — Jarek @ 09:54 pm

Wszystkiego najlepszego David.

45 lat chłopu siupnęło a ja prawie przegapiłem.

Dzięki Kamila za przypomnienie.

Filed under: 01.Life — Jarek @ 06:31 pm

W związku z tym, ze ostatnio poza wiosennym sprzątaniem naszej kuchni, nic specjalnego się nie dzieje chciałbym podziękować odwiedzającym oraz wiernym komentatorom, za utrzymywanie tej strony przy życiu.

13/05/2007

Live Life

Filed under: 01.Life — Jarek @ 01:13 pm

52.jpg12.jpg
42.jpg23.jpg

LiVe Show in Kitchen ;)

Zdjecia zrobione przez Lubo Horvata. Calosc tutaj click here

12/05/2007

Wszystko zaczęło sie w Rimini

Filed under: 04.Italy — Jarek @ 03:36 pm

Teraz, po powrocie zastanawiam się co mogę napisać o Włoskiej wyprawie. Tym razem nie robiłem wielu notatek. Jak zwykle wiele się działo. Ta wyprawa należała do bardziej osobistych, głównie, że większość czasu spędziłem z moimi starymi przyjaciółmi, których nie widziałem już od dawna. Włochy północne w moich oczach to miejsce, gdzie mógłbym zostać na dłużej. Może poza Milanem, który nie różni się niczym od innych wielkich zdziczałych miast. Do Milanu dotarliśmy już późnym wieczorem ostatniego dnia. Bardzo niemiłe pierwsze wrażenia może poza pięknym zabytkowym dworcem kolejowym. W okolicach dworca kręciło się mnóstwo podejrzanych typów. Z ich twarzy nie można było wyczytać żadnych pozytywnych wibracji. Poczułem się jak w Polsce. Ten sam klimat. Głowa kręci się wokół czuwając, z której strony nastąpi jakiś atak w stylu - zarzuć fają, albo daj jakieś drobne. Mimo, że pogoda wieczorem była wspaniała, a ciepłe powietrze niosące zapach lata zachęcało do pozostania na zewnątrz, niewyraźne twarze rosyjskojęzycznych dresiarzy zmusiły nas organizacji wieczerzy w pomieszczeniu zamkniętym. Milan -( jak powiada Joasia) miasto piękna i mody, rozczarowało mnie zupełnie. Zdaje sobie sprawę, ze w dzień miasto z pewnością jest przyjemniejsze, lecz moje pierwsze wrażenie było fatalne.

Do Mediolanu przyjechaliśmy pociągiem, który przywiózł nas z Wenecji. Nie będę ukrywał, ze zawsze chciałem zobaczyć to miasto. Myślę, że nawet bardziej niż Rzym. Nie rozczarowałem się wcale. Wenecja jest magiczna, piękna, zakochana i niestety “przeturystyczniona”. W okolicach miejsc tak klasycznych jak plac św. Marka, miasto dosłownie pęka w szwach od nadmiaru turystów. Oczywiście nie jest tu możliwy żaden ruch samochodowy, gdyż nie znajdziesz tu żadnej drogi, wiec ludziska upychają się w super wąskich uliczkach. Mimo wszystko znów z wielka frajdą mogłem nabijać kolejne piesze kilometry w towarzystwie best friendów. Po zaliczeniu obowiązkowych miejsc, oddaliliśmy się od centrum by w słońcu, siedząc na betonowych schodach prowadzących do jednej z “odnóg” kanałów weneckich oddać się degustacji napoju bogów. Było nam tak dobrze, że mało nie spóźniliśmy się na pociąg. W drodze powrotnej wszystko wyglądało podobnie, szczególnie gdy Saint Mugel wspomagał nasze poczynania. Niczego nowego nie odkryje jeżeli napisze, ze architektura włoska jest mistrzostwem świata. Oczywiście wszędzie na świecie zdarzają się perełki, ale chyba nikt na świecie nie dba o swoje śmieci jak Włosi. Każdy dom, budynek ma swój ciepły, energetyczny kolor nie wspominając o elementach starożytnych. Polecam Wenecję.
Jednak wszystko zaczęło się w Rimini. Jest to jedno z najpopularniejszych miast turystyczno-wypoczynkowych nad północnym Adriatykiem. Niby nic specjalnego. Miasto jak miasto, nie umniejszając pięknym kolorowym budynkom i cudownym małym uliczką. Jednak klimat, który towarzyszył nam od pierwszego dnia już dawno nie pogrywał w mojej duszy. Hotelowy pokój, w którym na przestrzeni 10m2 ktoś zmieścił trzy łóżka piętrowe i łazienkę stworzył atmosferę kolonijną i znowu mieliśmy 15naście lat mniej. Tu muszę dodać, ze oglądając jak Sebastian, Ania, Jaro i Pedro poczęli wypakowywać swe plecaki i walizki, zacząłem się zastanawiać czy nie wyjmą zaraz telewizora.;) Mieli wszystko, łącznie z czajnikiem, który Janisz wskakując na piętrowe łóżko zrzucił na siebie raniąc się wrzątkiem w nogę i niegroźnie podlał Pedra… Wieczorem mieliśmy wieczorek zapoznawczy z  załogą hotelową - fajni ludzie. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, takich, do których zawsze chcesz wracać. (przynajmniej ja). Dzięki Pedro za motywacje. Mimo, że następnego dnia pojechaliśmy dalej na północ do Ravenny. Po dwóch dniach wróciłem do Rimini by powiedzieć - do zobaczenia. Zanim zwiedziliśmy centrum Ravenny na dwa dni zakwaterowaliśmy się na obrzeżach w miejscowości Lido Di Savio by mieć szybki dostęp do “Mirabilandi” miejsca marzeń Janisza. W parku Mirabilandia za 25euro ma się dostęp do wszelkich możliwych szalonych karuzeli, roller coaster’ów, zamków strachów czy dźwigów rzucających cię w przepaść. Podchodziłem do tego dość sceptycznie- jarek na karuzelach …, ale nie ma co udawać zabawa przednia. Ze względu na mój wiek i obawy Jara, myślałem, że zaliczę tylko drobne atrakcje, jednak entuzjazm Janisza i odwaga Ani z Pedrem zachęciła nas z Jarem do pełnego ryzyka i skończyło się na najstraszniejszych maszynach, gdzie pozostawało tylko zamknąć oczy i krzyczeć wniebogłosy razem z całą resztą.
Ravenna to jednodniowy wyskok pociągiem do centrum zakończone kilkudziesięcioma zdjęciami, głównie budynków, uliczek, ale i ludzi, gdyż trzeba przyznać Włosi mają coś w sobie.
Każda godzina wypełniona była po brzegi przez cudowne chwile.

11/05/2007

Filed under: 04.Italy — Jarek @ 12:05 pm

Wczoraj niestety nie zdążyłem nic napisać. Dzis podsyłam kilka zdjęć,

które będą generalnym podsumowaniem wyprawy.

Dla chętnych po lewej w linkach dodałem wszystkie zdjęcia z Włoch.

można tez kliknąć tutaj -> full gallery here

Bologne - Rimini - Ravenna - Venice - Milan

3.jpg

21.jpg

4.jpg

7.jpg

5.jpg

11.jpg

22.jpg

31.jpg

41.jpg

51.jpg

61.jpg

71.jpg

8.jpg

b.jpg

a.jpg

9.jpg

10/05/2007

Ciao Ciao Italia

Filed under: 04.Italy — Jarek @ 04:31 pm

italy.jpg

Jeszcze dziś postaram się uzupełnić blog

07/05/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 08:19 am

Nowy słoneczny dzień. Wczorajszy wieczór spędziliśmy głownie na snuciu się po wąskich uliczkach miasteczka. Rimini to niewielkie śpiące (sezon jeszcze się nie rozkręcił) miasto lezące u stup Adriatyku. Pogoda mimo, ze jest bezchmurnie nie pozwala jednak na nadmorskie kąpiele. Na to jest zdecydowanie za zimno.

Dzis wyruszamy do Ravenny.

06/05/2007

Poczatek

Filed under: 04.Italy — Jarek @ 11:35 am

I jestem. Juz dawno nie zaczynałem samotnie wyprawy. Po przylocie na lotnisku przypomniał mi się lekko klimat z Indii. Tu tez po wyjściu na zewnątrz ucieszyła mnie piękna pogoda, jak również nie bardzo wiedziałem co począć. Pierwsze próby komunikacji nie zakończyły się sukcesem. Na pytanie jak dojechać do Rimini jedyna odpowiedzą było “BUS” i wskazanie ręka w bliżej nie określonym kierunku. Wpadłem w końcu na informacje autobusowa, ale i tu niczego więcej się nie dowiedziałem, gdyż informacja dotyczyła autobusów w… Londynie, czyli jak Włoch ma się dostać z lotniska w Londynie do centrum. Wyszedłem na drogę i począłem podążać w nieznanym mi kierunku. Paniki nie było mimo, ze powoli zaczął mi się rysować obraz zmroku i mnie nigdzie. Po chwil błądzenia kobieta z informacji u której bylem całkiem niedawno, pojawiała się obok mnie, proponując mi, ze pokaże mi co i jak. Właśnie skończyła prace i jechała w podobnym kierunku. Doprowadzony praktycznie pod sam dworzec w minute kopiłem bilet do Rimini i w dwie minuty bylem juz na właściwej trasie, dalej 30 min i osiągnąłem Włoski nadmorski kurort. Telefon do Janisza i po chwili byliśmy razem.

Na razie przybyłem do Rimini nie ma czasu by coś więcej napisać. Pogoda super. Blue Sky. Zwiedzanie zacznę od plaży :) Pokój 15 Euro/głowę - przypomina ten z Indii. 3 łózka piętrowe wentylator nad głowa i maleńkie okienko, ale czego więcej do szczęścia potrzeba (?) :) .

05/05/2007

Filed under: 04.Italy — Jarek @ 11:50 am

Jestem chwilowo wolny od zajęć obowiązkowych. Dziś na spokojnie mogę zaplanować jutrzejszy wylot do Italii. Na razie wiem, ze lecę do Bologna Forli. Będę tam o 10:20 czasu lokalnego. Później muszę jakoś dotrzeć do Rimini, gdzie czekają na mnie Sebastian, Ania, Jaro i Pedro. Dalej ma być spontanicznie… Powrót po kilku dniach z Milanu, wiec pewne jest, ze trzeba będzie zmieniać lokalizacje a to jest dobre. Z przecieków wiem, ze w tamtej grupie są zwolennicy zwiedzania muzeów i innych “sztucznych” miejsc. Musze ich rozbić ;) bo wiem, ze są tam też tacy co wola bardziej dzikie zakamarki. Nie miałem jeszcze przyjemności być w tamtych okolicach wiec wszystko będzie świeże. Będę mógł ocenić teren moim okiem. Zresztą wyprawy z Sebastianem zawsze należały do najprzyjemniejszych wiec nie ma obawy, ze może być źle. Pogoda sprawdzona. Na BBC słońce. Bez tego mogę być uciążliwy. Zachęcony przez komentarze zabiorę ze sobą video o przyzwoitej jakości i zacznę uczyć się czegoś nowego. … Jeszcze tu wrócę.

04/05/2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 10:58 am

Pracuje 24/7 ;( aby domknąć dzisiejszy termin. Jak się wyrobie to się odezwę.

02/05/2007

ITALIA 07 05 2007

Filed under: 01.Life — Jarek @ 09:31 pm

Potwierdzone

Filed under: 01.Life — Jarek @ 03:17 pm

young.jpg

kolejna ;)

01/05/2007

Margao

Filed under: 01.Life — Jarek @ 08:16 pm

Margao

twarz.jpg

2.jpg

a tu reszta bandy

Powered by WordPress