I jestem. Juz dawno nie zaczynałem samotnie wyprawy. Po przylocie na lotnisku przypomniał mi się lekko klimat z Indii. Tu tez po wyjściu na zewnątrz ucieszyła mnie piękna pogoda, jak również nie bardzo wiedziałem co począć. Pierwsze próby komunikacji nie zakończyły się sukcesem. Na pytanie jak dojechać do Rimini jedyna odpowiedzą było “BUS” i wskazanie ręka w bliżej nie określonym kierunku. Wpadłem w końcu na informacje autobusowa, ale i tu niczego więcej się nie dowiedziałem, gdyż informacja dotyczyła autobusów w… Londynie, czyli jak Włoch ma się dostać z lotniska w Londynie do centrum. Wyszedłem na drogę i począłem podążać w nieznanym mi kierunku. Paniki nie było mimo, ze powoli zaczął mi się rysować obraz zmroku i mnie nigdzie. Po chwil błądzenia kobieta z informacji u której bylem całkiem niedawno, pojawiała się obok mnie, proponując mi, ze pokaże mi co i jak. Właśnie skończyła prace i jechała w podobnym kierunku. Doprowadzony praktycznie pod sam dworzec w minute kopiłem bilet do Rimini i w dwie minuty bylem juz na właściwej trasie, dalej 30 min i osiągnąłem Włoski nadmorski kurort. Telefon do Janisza i po chwili byliśmy razem.
Na razie przybyłem do Rimini nie ma czasu by coś więcej napisać. Pogoda super. Blue Sky. Zwiedzanie zacznę od plaży
Pokój 15 Euro/głowę – przypomina ten z Indii. 3 łózka piętrowe wentylator nad głowa i maleńkie okienko, ale czego więcej do szczęścia potrzeba (?)
.