Jarek Jarosz photolife

24/05/2007

Cos o Norwegii

Filed under: Uncategorized — admin @ 16:43

Podczas kontroli paszportowej Norweski oficer widząc mój wiekowy paszport upewnia się dłuższa chwile czy ja to ja. Odpowiadam, ze to moja własna twarz z czasów, kiedy bylem jeszcze młody – to już nie jesteś? Zapytał z uśmiechem. Spojrzałem na uwiezionego w budce strażniczej wiekowego Norwega. Nie musiałem odpowiadać. Co ja gadam pomyślałem stojąc u progu nowej wyprawy.

Już w Londynie zaplanowaliśmy, ze zamiast szukać hotelowych pokoi w jednym z najdroższych miast jakim jest Oslo, wypożyczymy samochód by moc zobaczyć Norwegię w całej jej okazałości. Za punkt docelowy wybraliśmy Bergen, kiedyś największe dziś drugie co do wielkości miasto Wikingów. Po załatwieniu formalności, dostaliśmy kluczyki i nowiutki Ford stal się naszym nowym środkiem transportu, spełniając jednocześnie funkcje hotelowe. Ruszyliśmy. Pogoda była całkiem przyjemna, choć na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze chmury. Jeszcze wówczas nie zdawałem sobie sprawy, że w Norwegii prócz znakomitych widoków to właśnie pogoda jest kluczowym elementem krajobrazu.
Mimo wsparcia samochodu przez system GPS, zdecydowaliśmy, ze bez “papierowej” mapy ani rusz. Na pierwszym postoju zdobyliśmy północno zachodnia cześć Norwegii i mogliśmy nakarmić nasza wyobraźnie suchymi faktami z planu, nie mieszczącego się w najdłuższych rekach Norwega. Norwedzy nalezą do gatunku ludzi homo-big, czyli olbrzymów. Moim ulubionym zajęciem w Oslo było oglądanie ludzi. Maja coś w sobie. Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów wpadliśmy w pierwsza ulewę. Oczywiście musiał na tym ucierpieć pejzaż, który momentalnie stal się bardzo przygnębiający. Gdy już mailem się pogodzić, ze tym razem nie dopisało mi szczęście, nagle wyszło słonce i wszystko zaczęło wyglądać lepiej. Wokół nas wyrastały coraz wyższe szczyty, na których leżała jeszcze gruba warstwa śniegu. Doliny bujnie porośnięte przez drzewa, często blokowały możliwość robienia zdjęć co wprawiało mnie powoli w furie. Zostałem zmuszony do wychodzenia z auta w poszukiwaniu “miejsc”. Doświadczony Szkocją wiedziałem, ze na dłuższa metę stanie się to męczące, gdyż tak jaki i w Szkocji i w Norwegii, krajobraz zmienia się z każdym zakrętem i wszędzie jest – jeszcze piękniej. Z reszta moim zdaniem mimo, że wielu nie chce się z tym zgodzić, Norwegia to większa siostra Szkocji, choć na pewno więcej tu drzew, fiordów i tuneli. Norwegowie niczym Lemingi przeszywają na wylot każda górę, która stanie im na przeszkodzie. Pierwszy rekordowy tunel wprawił nas w osłupienie. Wjeżdżając nie wiedzieliśmy, ze znikniemy na 11 km. Później z przerażeniem wjechałem dziurę o długości 25km. Sprawdziłem dziś na necie – Laerdal – Aurland to najdłuższy na świecie tunel samochodowy. W trzech miejscach zrobione są zatoczki oświetlone niebieskimi fluorescencyjnymi lampami. Wygląda jak takie jaskinia-disco. Zatrzymałem się by sprawdzić echo. Super efekt. Z biegiem czasu dopadało nas zmęczenie i raz po raz, na zmianę zapadaliśmy w sen. Podczas mojej zmiany wpadłem w kolejny tunel. Na końcu czekała na mnie niespodzianka. Białe światełko na końcu tunelu, było mocniejsze niż zwykle. Z każda sekunda zbliżałem się do jasnego punktu mrużąc zmęczone już oczy. Wreszcie wydostałem się na zewnątrz. Szymon już od jakiegoś czasu leżał w śpiączce a ja właśnie się mocno zdziwiłem tym co zobaczyłem. Na zewnątrz szalała śnieżyca. Wszystko wokół białe. Postanowiłem, ze zorbie niespodziankę Szymikowi i wjadę w takie miejsce, gdzie wokół nie będzie nic tylko śnieg po horyzont. Później go obudzę i powiem, że właśnie umarł. Niestety. Kilka kilometrów dalej, zaczął się ostry zjazd w dół i zimę znów zastąpiło lato. Wahanie temperatury na odcinku 10min – 20″Celsjusza. Nici z niespodzianki. W drodze powrotnej na wysokości 1000m mieliśmy podobny klimat. Tym razem skończyło się na zabawie w śnieżki. Tak wielki różnice temperatur, częste wysiadanie i wsiadanie do samochodu zdziwiło również mój organizm doprowadzając do osłabienia mojego zapału.
Sobotni wieczór spędziliśmy w Bergen. Bardzo fajne miasto. Jak podają źródła internetowe wpisane na listę UNESCO. W niedziele z rana obraliśmy kierunek – Oslo Centrum i znów byliśmy na trasie. 650km wąskimi ulicami, wśród setek wodospadów, które powstają na skutek topienia się śniegu pozostałego jeszcze na szczytach górskich. Wieczorem przywitała nas stolica. W zasadzie dziewczyny azjatyckiej urody przyczajone za każdym rogiem. Podobno (nie bylem, słyszałem) nawet w Amsterdamie tak nie maja. Wieczór ze względu na zmęczenie zakończył się dość szybko. Zmierz zapadł grubo po 23:00. Ostatni dzień, to zwiedzanie miasta. Skończyło się na kilku knajpkach i kafejkach, z których moglem obserwować ludzi i klimat. Kuchnia norweska to przede wszystkim Łosoś, którego uwielbia Szymon, ale również Hot-Dogi z Boczkiem, które stały się naszym kultowym pożywieniem. Te słynne gorące psy to znana Szwedzka potrawa. Sprawdziłem to oglądając wczoraj film Together (Tillsammans, Lukas Moodysson). Interesujący (na czasie) film o relacjach w związkach. …. Tak, czy inaczej gdyby nie pogoda jaka tam panuje, być może Oslo należałoby do moich ulubionych miejsc.

Powered by WordPress