wesele
Szaro i nudno coś mi się tu ostatnio zrobiło.
Odszukałem coś żywego i kolorowego.
Przeraża mnie to jak zaczynam tu bałaganić. Ciekawe czy brak czasu, czy też lenistwo.

Główna, ceremonia odbywa się w olbrzymich salach bankietowych na wynajęcie, których składają się całe rodziny.
Wszystko zaczyna się późnym popołudniem, gdy do dwóch odseparowanych pomieszczeń schodzą się goście. Kobiety i mężczyźni osobno. Pana młodego wprowadzają jego najbliżsi przyjaciele, kadząc mu przy tym z całych sił. Dodatkowa ekipa znajomków stoi przy drzwiach blokując wejście, próbując targów. Wygląda to podobnie do naszych bram tyle, że tu obiektem pożądania nie jest tradycyjne “półlitra” a czysta gotówka. W pewnym momencie młody pokazuje zdecydowanie, że więcej się już nie będzie targował a robi to na tyle przekonująco, iż ja byłem pewien, że zaraz ich zdejmie łokciem z drzwi. Nie wydając dźwięku z jego oczu płyną sygnał mówiący z drogi.

Dalej młody przechodzi ceremonialnie przez całą sale wyplenioną zaproszonymi, których z reguły jest tylu, iż zajęcie przez nich miejsc trwa kilkadziesiąt minut.
Pan młody, w końcu zajmuje centralne miejsce pomieszczenia, z którego już nie zejdzie
do końca imprezy (poza drobnymi incydentami, takimi jak przyjęcie żony).

W tym samym czasie, z celowo lekkim opóźnieniem (pewnie bym zdążył dobiec) z limuzyny wyprowadzana jest pani młoda, jednak wywołując już, zauważalnie mniejsze zainteresowanie.

Prowadzana jest już bez targów na swoje miejsce w pomieszczeniu dla kobiet i dzieci.


Wówczas pędem lecę do Pana młodego, gdyż u niego rozpoczyna się ceremoniał związany
z odczytaniem certyfikatu małżeńskiego, plus modlitwa w języku ojczystym za zdrowie młodych wygłoszona przez duchownego.

Dalej tradycja nakazuje nakarmić młodych i od tego momentu rodzina po rodzinie podchodzi podtykając do ust nowożeńców, wcześniej przygotowane koreczki z różnego rodzaju pożywieniem.

Tu też zaczyna gonitwa z aparatem z sali do sali by niczego nie przegapić.
Po tym wszystkim, gdy już każdy dobrze się napatrzy, ekipa video wszystko dobrze uchwyci,a każdy z każdym pstryknie fotkę, wówczas do sali męskiej wprowadzana jest panna młoda.

Przez cały ceremoniał twarz młodej pozostaje zasmucona, w przeciwieństwie do naszych obrządków,gdzie po wyjściu z kościoła wszyscy nie mogą się doczekać do pierwszego głębszego i wszystko jest git do czasu, gdy ktoś z rodziny teścia nie zacznie przywoływać starych zaszłości, kto komu działkę winien.
Tu alkohol jest całkowicie zakazany przez religię. Panna, jak się dowiedziałem, smuci się z okazji opuszczenia starej rodziny. Tradycja nakazuje by przy wyjściu jej smutek przerodził się w płacz.

Po doprowadzeniu pani młoda zasiada u boku młodego i ponownie zaczynają się zdjęcia, a goście dostają suto zastawione michy z curry, oraz soki do popicia.
Kto zjadł i ma fotkę oddala się w domowe zacisze. Wszystko trwa stopniowo, by po kilku godzinach sala opustoszała.
Ot całe wesele. Oczywiście, coraz częściej pojawiają się różne wariacje związane z tą uroczystością, gdyż dzisiejsze pokolenie młodych muzułmanów wpatrzonych w Amerykańskie kino, coraz częściej walczy o zmiany żelaznych reguł. Separacji, czy aranżowanych małżeństw w stylu najpierw ślub, później miłość. Tak czy inaczej tak to wyglądało moimi oczyma.

Tyle…, żadnych tańców, czy muzyki. Wszystko dostojnie, kulturalnie, kolorowo i bogato. Bardzo lubię takie imprezy. :)
W szczególności chicken curry.



męska część gości weselnych.