Świadomy
Od momentu przyjazdu do Londynu nie mogę znaleźć sobie miejsca.
Nie rozpisuje się zbytnio, ale dziwnie mam wrażenie, że moje życie przypomina teraz wielką lokomotywę, która właśnie stoi na jakiejś zaśnieżonej stacji, gdzieś nie wiadomo gdzie. W kotle żar wyrzuca płomienie, które chcą z całych sił popchnąć wszystko do przodu. W perspektywie… zielone łąki, wielkie żółte słońce na błękitnym niebie, gorące powietrze tulące się do twarzy. Stoję na zupełnie nowej drodze. Świadomy. Bez pracy. Szczęśliwy.