ON złapał mnie… chwilowo. Przyleciał wraz z tymi niekończącymi się chmurami ciągnącymi się dniami i nocami ponad szarymi budynkami Londynu wysysając resztki koloru. Na domiar złego dysk się zmęczył i trzeba było windowsa na nowo postawić. Ugh. Teraz znów trzeba szukać, instalować, rozkręcać, zakręcać. To już chyba ostatni rok w tym szarym państwie. Tymczasem wieczorem life music u Aleksa, idę się odchamić. Zły okres.