Zanim wyszedłem na spotkanie w Hide Park ustalone na 15tą, siedziałem samotnie w mieszkaniu oczekując na dostawę paczki, której odbiór był tylko za pokwitowaniem. Kiedy zbliżała się 14:00 zniecierpliwiony zadzwoniłem do kuriera, z pytaniem – gdzie moja paczka, gdyż muszę wyjść? Dowiedziałem się, że może być o każdej porze od teraz do 17:30 a jeśli nie odbiorę to mogą wysłać ją z powrotem do Niemiec. Szukając wspólnie wyjścia z sytuacji wpadliśmy na pomysł, by poprosić sąsiada o odbiór parceli a na drzwiach zostawić odpowiednią wiadomość dla kuriera. Uznając to za bardzo rozsądne wyjście z sytuacji, poprosiłem rozmówce by został ze mną do czasu aż dowiem się czy sąsiad będzie w domu. Wybiegłem pędem na korytarz. Pukam,…. czuje powiew wiatru….trzask drzwi od mojego mieszkania rozbrzmiewają łącznie z metalicznym odgłosem automatycznego zamka, który uwięził mnie na przewiewnym korytarzu z telefonem w ręce. Cisza. Sąsiadka w ręczniku (domyślam się, że wyciągnąłem ją z wanny) otwiera drzwi, patrząc pytająco ? Nie wiem co powiedzieć. Myślę, motam się… Pytam czy odbierze moją paczkę. Nie. Wychodzi zaraz. Dziękuję. Dalej bez słowa rozłączam telefon będąc w nieustanym szoku. Spotkanie o 15:00. Sprawdzam kieszenie.Trochę drobnych. Kluczy brak. Szczęśliwy, że mam buty decyduję się na podróż metrem w samej koszuli. Styczeń, zima, ulice płyną czarnymi płaszczami ludzi z City. Dobrze, że nie pada. Na spotkanie docieram z 40min opóźnieniem. Wszystko dobrze. Wracam. Pod blokiem spotykam kuriera. Odbieram paczkę. Teraz siedzę już w domu doprowadzając się do temperatury pokojowej.
???