Robię projekt, a w przerwach zaznaczam punkty na azjatyckiej mapie. Do wyprawy jeszcze tak daleko a jednocześnie biorąc pod uwagę to, iż kosmici w tym roku podkręcili sprężynę w zegarze świata, cały czas myślę, że z czymś nie zdążę. Siedząc na tyłku zalepia się mózg, obniża perspektywa. Im więcej zanurzam się w necie tym więcej świrów znajduje. Szacunek dla tych, którzy wyrwali się z matriksu bezpośrednio z polandu. Brnę i brnę… heh