cd
To już trzy miesiące bez wyjazdu. Dość tego. Koniec lenistwa ;). Po tym jak polska ambasada odrzuciła wniosek o wizę mojego hinduskiego kompana, wszystko wisiało na włosku. Na szczęście ktoś mądry wymyślił Schengen i malutkiej Estonii nie przeszkadzało gdzie urodził się Gary, dlatego w drodze do Estonii, dziwnym trafem będziemy musieli przejechać przez Oświęcim, gdzie nagle zmienimy zdanie i zostaniemy na dłużej a nasi bezlitośni urzędnicy pozostaną bezradni. Mamy już bilety do polandii, ale tam pojawimy się z początkiem maja. Tymczasem jeszcze trochę fotek z wczorajszego koncertu.
Kicz dosłownie wisiał w powietrzu. Projektor, ponad głowami ślicznie ubranych w kolorowe sari tancerek, rzucał nagim mięsem reklamując jakąś rzeźnie, przeplatając ofertą ubezpieczalni samochodów z slajdami zdjęć z wypadków, ale tak ma być. Kompletnie mi to nie przeszkadza. Dobrze, że tak jest, że są inni. Robią wszystko po swojemu i ta inność jest piękna. Każdy naród ma swoje zalety i wady. To jest to co nas różni. Dzięki temu jest kolorowo. Pewnie za to ich kocham. Dla mnie wciąż są tacy dalecy, inni, indywidualni, że nie wstydzą się tandety i trwają w swej kulturze od wieków. I mają taki zajebiście gorący kraj, że aż miło sobie pomyśleć. Liczę dni, kiedy znów się tam zatopię.












