Jarek Jarosz -photolife

30/07/2008

W końcu

Filed under: 01.Life — Jarek @ 09:55 pm

dopadło mnie lenistwo, nie mogę się ruszyć. Kompletny brak weny. Gapie się w ekran i próbuje zebrać myśli. Zastanawiam się nad tematem filmu, który powstanie jako praca dyplomowa. Miało być o Czeczeni a w zasadzie Czeczence , która przeprawiała się przez naszą granicę, ale polskie modliszki już ją dopadły i temat sprzedany. Kilka nieprzespanych nocy na planowaniu poszło w sufit. Mam nadzieje, że nie skończę klasycznie na dokumencie o narkotykach wśród nastolatków. Do Indii chyba jeszcze za daleko. Jest jeszcze temat DM, ale totalnie nie wiem jak do tego podejść. Może ma ktoś jakiś pomysł?

spiacy-czlowiek.jpg

29/07/2008

sam w domu

Filed under: 01.Life — Jarek @ 03:32 pm

przynajmniej na jakiś czas.

sam-w-domu.jpg

27/07/2008

Remont

Filed under: 01.Life — Jarek @ 08:16 pm

Właściciel zarządził zmiany. Wyrzucam sentymenty na śmieci. Nazbierało się trochę przez te kilka lat. Pamiętam jak jeszcze niedawno, kiedy się tu wprowadzałem cały mój dom mieścił się w jednej walizce.

26/07/2008

z Flickr’a

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:58 pm

kot 2

Filed under: 01.Life — Jarek @ 12:44 pm

kot

24/07/2008

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:30 pm

jeszcze trochę mi zostało

Pismo Arabskie

papierosy

jarek jarosz photography

arabki1.jpg

kuchnia-marokanska.jpg

rama-roweru.jpg

23/07/2008

Filed under: 01.Life — Jarek @ 06:11 pm

Formalności załatwione. Wykłady zaczynają się od października, więc  jeszcze zdążę  zajrzeć do polandii.

ealing studios

22/07/2008

Zaczynamy

Filed under: 01.Life — Jarek @ 09:47 pm

Po raz pierwszy jadę jutro na Uniwersytet.

jarek jarosz

20/07/2008

Tam czuję, że żyje

Filed under: 08.Morocco, 01.Life — Jarek @ 05:47 pm

W drodze z betonowego Agadiru, lokalny autobus gnał bez słowa przecinając w tumanach kurzu wysuszoną ziemie północnej Afryki, która kilometrami straszyła kolczastymi krzewami, trwającymi jakimś cudem na tej pokurczonej i spękanej rdzawo-czerwonej ziemi. Spocony, z dala od klimatyzacji i luksusów z butelką czystej wody, kołysany rytmem pokonywanych minut, wprowadzony w jakiś dziwaczny trans, właśnie wtedy, gdzieś wewnątrz siebie, szczęśliwy czułem, że żyje. Mimo, iż Maroko stopniowo ugina się pod naporem ciekawych, którzy jak ja, stosunkowo tanim kosztem, chcą poczuć namiastkę prawdziwej przygody, to wciąż właśnie tu, można oszukać przewodniki i ramie w ramie z tubylcami spełniać marzenia o dzikich podróżach. Marrakesz jest miejscem styku dwóch wielkich światów. Mieszkańcy tego miasta pełnego kontrastów, nauczeni wiekami doświadczeń, czekają na kolejnego naiwnego europejskiego turystę niczym myśliwy na ofiarę. Zaskoczenie nastąpiło już w pierwszych minutach. Przystanąłem zaciekawiony kobrą, która rytmicznie zataczała się to dźwięków, czy może ruchów fletu (węże ponoć są głuche), gdy jakiś koleś, mimo moich protestów, zarzucił żmije na moją szyje. Sparaliżowało mnie na tyle, by inny zdążył zrobić zdjęcie, za które cała grupa zażądała zapłaty. Niby “co łaska”, ale dobrze, gdyby była papierkowa. Dalej była Medina. Miejsce wyjątkowe. Największy nienaturalny labirynt, domów, murów, sklepików i targowisk. Podobno każdy nowy musi tam się zgubić. Tam właśnie następuje kulminacja frustracji. Po kilku godzinach błądzenia w niemiłosiernie mocnym słońcu, po uliczkach szerokości jednego samochodu, gdzie raz po raz człowiek staje w bezruchu zaskoczony kolejnym szalonym motocyklistą, który na milimetry mijając osobę, trąbi w ostatnim momencie przeraźliwie skrzeczącym klaksonem. Wtedy właśnie pojawiają się hieny, które bezczelnie pokazują ci zupełnie niewłaściwa drogę do wyjścia. Taką, byś niby przypadkiem, wpadł na sklepik jego brata, który z dala krzyczy, że oglądanie nic nie kosztuje i bym wstąpił na minutkę. Dalej szybkie pytanie o to skąd pochodzę. Polska. -aaaa….Polonia, Smolarek, Lato, Dudek itd. W chwilę wymieniają skład polskiej reprezentacji, kilka dodatkowych linijek w stylu - dobrze, dobrze, zapraszamy. Milczę, ignoruje, słyszę z oddali jeszcze kilka innych polskich zdań. To stary dobry trik na rozluźnienie atmosfery. Czasem nawet działa. Jeden z naganiaczy, próbujących namówić na kolację właśnie u niego , zdołał zacytować jakąś wypowiedź Makłowicza, trwającą dobrą minute. Złamałem się.

Pomijając to, jeśli człowiek dobrze się rozejrzy, schowa podpatrując ten niezwykły świat przy filiżance miętowej herbaty. Można zobaczyć dużo więcej. Pomiędzy tym całym turystycznym szaleństwem, żyją ludzie swym normalnym dziennym trybem. Nie obeszło się bez porównań do Indii. I tu i tam lokalni ludzie uwięzieni są granicami własnego paszportu, który nie pozwala im wydostać się do innego świata. Siedząc wygodnie w fotelu restauracji obserwując twarze ludzi placu Dżamaa el Fna, znów czułem się w pozycji niesprawiedliwie uprzywilejowanej i wiedziałem, że jest to tylko dlatego, że urodziłem się w innym miejscu. Mimo iż pochodzę z bardzo małego miasteczka i nie miałem bogatego wujka, to siłą własnych marzeń i pracy jeśli tylko chcę, mogę odłożyć na bilet zerwać z owczym pędem wydostać się z matriksa i zanurzyć w świecie, gdzie czas płynie dwa razy wolniej a później, kiedy zechce, wrócić wpiąć się do systemu i biegać za kolejnym nowym aparatem, pralką czy lodówką. C D N..

19/07/2008

Maroko na jarekjarosz.com

Filed under: 08.Morocco, 01.Life — Jarek @ 06:27 pm

wrzuciłem resztę zdjęć na jarekjarosz.com

zapraszam.

Maroko na jarekjarosz.com

18/07/2008

siedzę

Filed under: 08.Morocco, 01.Life — Jarek @ 10:51 pm

i wybieram zdjęcia do galerii.

Maroko Maroko Morocco

17/07/2008

Powroty

Filed under: 08.Morocco, 01.Life — Jarek @ 11:49 pm

Ciężko wrócić do rzeczywistości po powrocie z miejsc gdzie doba trwa dwa razy dłużej niż normalnie a przez tydzień potrafi wydarzyć się więcej niż przez miesiąc. Zdjęć mimo, że dużo to bardzo mało konkretnie. Mieszkańcy nie lubią być fotografowani chyba, że dobrze się zapłaci, ale nie w tym rzecz. Tydzień to zdecydowanie za mało na Maroko. Mam olbrzymi niedosyt i mimo, iż ciężkie londyńskie chmury przypominają mi natarczywie gdzie jestem, myślami dalej snuje się po rozpalonych słońcem ulicach Marrakeszu.

jarek jarosz

16/07/2008

UK

Filed under: 08.Morocco, 01.Life — Jarek @ 05:10 pm

Dużo…… za szybko.

Maroko

14/07/2008

ciagle w drodze

Filed under: 08.Morocco — Jarek @ 12:59 pm

jarek-jarosz-maroko-0.jpg

jarek-jarosz-maroko-1.jpg

jarek-jarosz-maroko-2.jpg

jarek-jarosz-maroko.jpg

jarek-jarosz-maroko-3.jpg

13/07/2008

Agadir

Filed under: 01.Life — Jarek @ 10:31 am

i dalej na pustynie

11/07/2008

essaouira

Filed under: 08.Morocco, 01.Life — Jarek @ 06:41 pm

Spoconym lokalnym autobusem dotarlismy nad ocean. Ja jestem juz zakochany w Marakeszu. Dalej nie da sie pisac, juz chyba bedzie tak do konca. Te klawiatury to chyba jakis francuski wynalazek do lamania sobie palcow.

essaouira5.jpg

essaouira.jpg

essaouira1.jpg

essaouira2.jpg

essaouira3.jpg

essaouira4.jpg

10/07/2008

Maroko zdjęcia

Filed under: 08.Morocco — Jarek @ 01:35 pm

We wszystkich kafejach klawiatury maja litery w innych miejscach i tempo wstukiwania tekstu uniemozliwia napisanie czegos w sensowniejszego.

Marakesz strasznie wciaga, ale i meczy. Skrajnosci.

Hotel z wyjsciem na dach. Zycie zaczyna sie po zachodzie slonca. W dzien 41″. Kosmos.

Dżamaa el Fna

dzamaa-el-fna-maroko.jpg

plac-marakesz.jpg

plac-marakesz-maroko.jpg

Koutoubia Mosque

marakesz-maroko-5.jpg

marakesz-maroko-1.jpg

marakesz-maroko-2.jpg

marakesz-maroko-3.jpg

marakesz-maroko-4.jpg

marakesz-maroko-7.jpg

marakesz-maroko-8.jpg

marakesz-maroko-9.jpg

marakesz-maroko-10.jpg

marakesz-maroko-12.jpg

marakesz-maroko-15.jpg

marakesz-maroko-14.jpg

09/07/2008

Marrakesz

Filed under: 01.Life — Jarek @ 04:19 pm

Klawiqturq nie mq literek/ same znaczki/ Strzelam. Cieplo. Miasto to labirynt/ zmecwenie/

Sa zdjecia/ jutro moze wysle.

08/07/2008

Na lotnisko do Marocco

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:22 pm

Dłuuuugi dzień, gorąca kąpiel, bo następna może być w studni. Nie wiem nic o miejscu do którego lecę. Może to i dobrze. Prawie każdy już tam był i ma coś swojego do powiedzenia a ja jadę z wykasowanym mózgiem, czarnym eos’em, który stanowi lwią część mojego bagażu, gdyż znów spakowany jestem zgodnie z zasadą im mniej tym lepiej. Zresztą nie wykupiłem bagażu więc musi wystarczyć ten podręczny. Na wszelki wypadek mam lonlely planet by czegoś nie przegapić.

06/07/2008

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:47 pm

Dziękuje za przybycie. Nie spodziewałem się tylu gości, szczególnie z tak odległych miejsc jak Doncaster. Jeśli ktoś ma jakieś fajne zdjęcia, chętnie wrzucę do Galerii.

mail@jarekjarosz.com

04/07/2008

Filed under: 01.Life — Jarek @ 07:06 pm

Do Marrakeszu odlatuje już w środę. Znów wszystko niezaplanowane, niedoczytane, niedokończone. Prawdopodobnie moje mieszkanie do remontu, wiec trzeba szukać nowego. Wszystko zwala się razem. Mało czasu. Dobrze, że jest weekend i jutro Depeche Mode na Wchitechapel. Jeszcze raz wszystkich zapraszam. Zaczynam grać od 20:00.

02/07/2008

Filed under: 01.Life — Jarek @ 10:54 pm

To był jeden dzień.

01/07/2008

Filed under: 01.Life — Jarek @ 10:36 pm

Pierwszy ciepły dzień w tym roku. Do własnych statystyk.

Powered by WordPress