Na lotnisko do Marocco
Dłuuuugi dzień, gorąca kąpiel, bo następna może być w studni. Nie wiem nic o miejscu do którego lecę. Może to i dobrze. Prawie każdy już tam był i ma coś swojego do powiedzenia a ja jadę z wykasowanym mózgiem, czarnym eos’em, który stanowi lwią część mojego bagażu, gdyż znów spakowany jestem zgodnie z zasadą im mniej tym lepiej. Zresztą nie wykupiłem bagażu więc musi wystarczyć ten podręczny. Na wszelki wypadek mam lonlely planet by czegoś nie przegapić.