wapping project


przeżywa ataki spamerskie a ja po raz trzeci w ambasadzie Indii - tym razem by odebrać wizę. Szczepienia sprzed dwóch lat nie straciły jeszcze ważności, więc pozostaje już tylko zaopatrzyć się w tablety anty-malaryczne. Do wyjazdu trzy tygodnie a ja nie miałem jeszcze czasu się poukładać.
…ale to już same przyjemności
W podróży najpiękniejsza jest jej nieliniowość. Poczułem to gdy tylko zamknąłem drzwi. Nieskończona liczba kombinacji, wolność, nieprzewidywalność. Nie da się jej opanować, zaplanować, przewidzieć. To bezimienny tłum, miejsca, przedmioty, budowle, smaki i zapachy. To ciepły wiatr tańczący na twarzy rzeźbiąc kolejne szczęśliwe zmarszczki. Nie ma znaczenia skąd wyjeżdżasz i dokąd jedziesz ważne, że niewidzialnym pilotem zmieniasz kanał własnej rzeczywistości. Wychodzisz z plecakiem, zamykasz drzwi by z hukiem zgwałcić własną codzienność i porwać ją w nowy wymiar.
Wieczorem jestem już w Londyńskim metrze. Obok, obcy mi ludzie zamknięci w tym samym wagonie. Siedzą zajęci wpatrywaniem się w nicość. Bez słów opowiadają jakąś bardzo ważną historie. Swoja prywatną opowieść kilku ostatnich dni. Niezapłaconych rachunków, pięknej kobiety poznanej wczoraj przypadkiem na ulicy, zaliczonego egzaminu, nowych butów, kłótni z szefem, czy porannej wiadomości o nieuleczalnej chorobie. Szybko, te same oczy zduszone barierą własnej samotności, znikną gdzieś w tunelach zabierając ze sobą swoje tajemnice. Pewnie już na zawsze. Niektórzy przewracają strony darmowych gazet, których papier jest już wyraźnie zmęczony tym całym dniem. Obok facet o norweskiej urodzie, powoli zasypia. Stopniowo rozluźniając kark,coraz mocniej kołysze ciałem w rytmie pokonywanych zakrętów. Śni ograniczony przestrzenią pomiędzy dwoma współpasażerami. Ktoś czyta książkę. Mechaniczną ciszę toczącego się pociągu podkreślają silne głosy dwóch hiszpanek przygotowanych na kolejną szaloną noc. Rozbłysk szarobrudnych neonów mijanych systematycznie peronów, dopełnia to całe misterium. A tłum gęstniał z upływem stacji by znów zniknąć w bardziej imprezowych miejscach. Życie na każdej ze stacji toczyło się własnym rytmem. Pociąg przystawał wyświetlając zamazane obrazy na szybach wagonu. Nowi ludzie stoją, czekają, rozmawiają. Rozglądają się niespokojnie. Wchodzą i wychodzą. Zrządzeniem losu zamknięty w tym samym przedziale siedzę i łapczywie wszystko obserwuje. W ręce trzymam aparat. Bez pytania z ukrycia ruchem palca zatrzymuje czas, kradnę tajemnice i zamykam dusze. Pociąg rusza szarpiąc w pośpiechu bezwładne ciała. Wszyscy jedziemy w tym samym kierunku, jednak każdy osobno. Po swojemu. Do tej samej stacji. Chciwi życia i wrażeń. W podróży z łatwością można to poczuć. Uśmiecham się w myślach, gdyż wiem, że zawsze mogę uciec, bo są miejsca, które mnie przygarną. Można tam dojść pieszo, bez pieniędzy, pracy i kariery. Robiąc to co chce się robić. Wszyscy jedziemy do tej samej stacji… i to jest piękne.
Wracam do eseju. Jeszcze tydzień i jestem wolny.
Na jakiś czas.
PS
W Chinach Nowy Rok. Tym razem pod znakiem bawoła. heh
Zapowiada ciężką prace.
George, piwo, muzyka na zywo, przewodnik po indiach i internet w kieszeni. Prawdziwa przerwa.

-Film Draft
-Film Treatment
-Film Script
-Production Report
-Critical Evaluation
-DVD
Przyszedl czas na pierwsza notke stworzona przy pomocy telefonu. Wysylam ja prosto z ambasady indyjskiej, gdzie od kilku dobrych minut z formularzem w rece, oczekuje na swoja kolej w biurokratycznej drodze do Delhi.
Tygodnik NOWY CZAS na stronie głównej zamieścił link do MY WAY.
Jest szansa na szerszą współprace. Jak zwykle dam znać co i jak.
PS.
Przepraszam za opóźnienia z pokazem filmu, niestety esej wypożyczył sobie chwilowo moje życie. Wracam już niebawem.
Od kilku dni praktycznie nie ruszam się z domu. Siedzę zamknięty razem z Bazin’em i Eisensteine’m. Na długo zapamiętam styczeń 2009.
Chwilowo nic innego nie istnieje, aż do odwołania.
Zawsze po przyjeździe z Polandii czuję się tu, jakbym wskakiwał do rozpędzonego autobusu. Trochę mija nim przyzwyczaję się do tego nowego rytmu. Ostatnie dwa dni spędziłem poprawiając film i ścieżkę dźwiękową. Wszystko już prawie gotowe. Najwięcej czasu zabiera eksportowanie materiału. Cztery procesory xeon potrzebują co najmniej trzech godzin by pokazać efekty zmian.
jeszcze kilka dni w Polsce i powrót do Londynu, gdzie czeka na mnie kilka zmian w filmie, którego internetowa premiera niestety opóźni się jeszcze o dwa tygodnie.
Powered by WordPress