dostałem maila, ze Breath będzie grany w kinie w Chełmku dziś, oraz 7 i 8 marca. Gdyby ktoś był proszę o fotorelację.
pozdrawiam
spadam w kierunku varanasi.
dostałem maila, ze Breath będzie grany w kinie w Chełmku dziś, oraz 7 i 8 marca. Gdyby ktoś był proszę o fotorelację.
pozdrawiam
spadam w kierunku varanasi.
Dach hotelu shanti lounge z widokiem na Taj Mahal. Całkiem znośny pokój za niecałe trzy funty. Dwa ostatnie dni to zdjęcia do filmu, gdzieś w przypadkowym miejscu, kilkadziesiąt kilometrów przed wjazdem do Agry. Nagły impuls i zaczęło się dziać. Wyszło całkiem spontanicznie. Niby nakręcone, ale jakoś nie jestem pewien efektu. Ogólnie mam wrażenie, że coś tu pędzi zbyt szybko. Nie mogę się uspokoić. Karmię się wszystkim zbyt mocno i coś przegapiam. Przez to wszystko nie mam czasu na pisanie. Dużo zdjęć, ale jakieś takie nijakie. Poza tym zaliczyłem już prawdziwie sute hinduskie wesele, kilka lokalnych świątyń łącznie z tą we Vrindavan, gdzie narodził się Kriszna.
…..
ekipa filmowa

cyk by inese
zyje jak najbardziej. Do Agry dotre dopiero jutro. Zaczelo sie z filmem. Przyszedl pomysl, gorzej z wykonaniem.
pozdr.
Wczoraj wieczorem dotarłem do miasta Mathura jakieś 60km od Agry. Zmrok w Indiach mimo wrażenia pełni lata, zapada szybko i około osiemnastej jest już całkiem ciemno. Elektryczność nie jest w tym kraju tak oczywista jak w naszej części świata. Poza Bombajem i Delhi braki w dostawach prądu są bardzo częste i nie wzbudzają większych emocji wśród lokalnej społeczności. Natomiast dla mnie braki prądu wiążą się głównie z nienaładowanymi bateriami i z krowimi plackami na totalnie ciemnych uliczkach przypominających te sprzed kilku stuleci. Człowiek w nocy przedziera się pomiędzy śpiącymi gdzie popadnie krowami, walczącymi bykami, wiecznie leniwymi psami i grasującymi pomiędzy tym wszystkim setkami małp wyglądającymi zupełnie jak mini ludzie. Z mojego okna w zasięgu ręki mam trakcję nieizolowanych przewodów wysokiego napięcia do których właściciel przywiązał(!) własne kable doprowadzające prąd do jego mieszkania. Brud i syf jeszcze bardziej widoczny niż na południu, choć mniej śmierdzi. Może nie czuję już tak samo. Może organizm automatycznie przyzwyczaił i oswoił się z tym krajem. Widzę te same obrazy co za pierwszym razem, ale powoli przyjmuje to za normę. Zaczynam też bardziej rozumieć ten cały system, który oficjalnie powinien już dawno przestać istnieć. System kast. Dziś zostałem zaproszony na ślub. Ponad 1000 gości. Przyjęcie z honorami, rozmowy, przyklaskiwania, ochy achy piękne ciuchy. W tle ekipa z najniższej kasty służy państwu. Marynarka z lat 50tych z przeprutym rękawem, gołe stopy a w oczach mimo uśmiechu na twarzy, lata smutku i beznadziei i wielu skrytych łez. Pracują w zamian za jedzenie. Nie mają prawa mieć własnego zdania, śpią na kupie w specjalnym pomieszczeniu. Kiedy spytałem gospodarza o mojego kierowcę, który w związku z filmem jest ze mną już od kilku dni i którego zdążyłem zwyczajnie polubić, gospodarz popatrzył z niesmakiem i powiedział bym się nim nie przejmował, służba śpi w osobnym pokoju i poślą po niego jak tylko go będę potrzebował. W ogóle do niego nie dotarło, że nie pytam po to by mieć go pod ręką a dlatego, że zwyczajnie się o niego martwię. Dla mnie przez te kilka dni kierowca, mimo słabego angielskiego, stał się już zwykłym kumplem, towarzyszem podróży. Dla nich tutaj to ktoś kto jak pies będzie czekał na mój rozkaz i nie wypada mu mówić, że dziś ma wolne, że może iść na spacer. Nie wypada w ogóle z nim rozmawiać. Żadna ze stron nie protestuje. Tutaj tak już jest. Mniejsza o to i tak nie naprawię tego świata. Mogę co najwyżej ponarzekać.

Jest już dużo lepiej. Jaipur oswojony z białym człowiekiem pozwala na dużo więcej. Znów mogę wtopić się w ulicę i bardziej ją poczuć. Czasem czuję się tu jak na wielkim placu zabaw z nieskończonymi atrakcjami. Do Jaipur dotarłem nad ranem kompletnie wykończony całonocnymi samobójczymi manewrami kierowcy.
Dziś cały dzień na mieście, nie mogę się zebrać by coś napisać. Za bardzo pędzę, chyba za bardzo stresuje mnie film. Jest wyzwanie. Jutro wracam w stronę wschodnią w kierunku Agry i taj maha.
Tak…
…by zaliczyć.
pa


Mieścina kilkadziesiąt kilometrów od stolicy. Trudno mi wszystko ogarnąć. Panuje kompletny chaos. Nie mogę swobodnie wyjść na ulice. Po kilku sekundach prowadzę pochód dziesiątek dzieciaków zwołanych na hasło z tłumu - english man! Śledzą mój każdy ruch. Niczego tak naprawdę nie chcą, nie ma żebrania. Idą i obserwują, uśmiechają się. Z biegiem ulicy, sytuacja przypominając efekt śnieżnej kuli wymyka się z pod kontroli. Nie ma sekundy swobody. Nie ma gdzie uciec. Są wszędzie. W domach, oknach, na dachach, obok, przed i za mną. Wszędobylskie wielkie czarne oczy. Z czasem tłum zaczyna nabierać odwagi. Zaczynają pytać, dotykać, macać. Ucieczka.
Ucieczka do Radżasthanu. Wioski i miasteczka nie zdają egzaminu. Nie ma szans na film. Musze wszystko jeszcze raz przemyśleć, oswoić się z sytuacją. Kocham to słońce.
Pierwszy sen, zmiana czasu. Nocne ujadanie wychudzonych psów i walka z moskitami. Wczoraj ostrożny spacer po mieście. Jednak zmęczenie po nieprzespanej nocy było zbyt mocne i skończyło się na przydrożnej knajpie i wielkim talerzu z curry. Mieszkam w południowej części Delhi i dojazd do centrum zajmuje dobre półgodziny. Po drodze stare atrakcje - tuktuk, autobus, w którym ktoś wymontował drzwi zwiększając przepływ powietrza, wystawiając tym samym kierowce na ryzyko swobodnego wyfrunięcia z pojazdu na pierwszym mocniejszym zakręcie. Wszędzie coś zaskakuje, powala. W Delhi mieszka ponad piętnaście milionów ludzi. Straszny ścisk,dlatego bez przerwy coś się dzieje. Nieskończona liczba kombinacji, możliwości by coś zobaczyć. Nie trzeba nawet ruszać się z miejsca. Można godzinami stać i wpatrywać się w życie miasta. Dziś dla własnego spokoju zaliczałem klasyczne sztampy jak red fort, czy brama Indii.
W laptopie pada bateria. Jeszcze sie odezwe
Kocham to miejsce. Odezwę się jak się tylko bardziej zorganizuje. W Delhi jeszcze większy chaos niż w Mumbai. Ciepło.

Bardzo.
w zasadzie wszystko gotowe. Spisane rzeczy leżą na podłodze i czekają na decyzje do czego je spakować by było wygodnie i by nie wzbudzać zbytnio zainteresowania hinduskich celników szukających wizy filmowej, która w ambasadzie była do wyboru dużo drożej niż moja turystyczna. Tak naprawdę, przez ten cały bałagan ostatnich dni nie zdążyłem jeszcze się nacieszyć tym, że w końcu to się dzieje. Jest dobrze. Nie mam jakiegoś konkretnego planu i nie miałem czasu na lonely planet, ale niech to już będzie tradycją. Wole bardziej przypadkowe miejsca niż te, w których każdy powinien być, choć z pewnością w samolocie będzie czas by coś przeczytać. Jedynym pewnikiem na mojej mapie jest Varanasi. To jedno z tych miejsc, które mają jakieś dziwne przyciąganie…ale o tym pewnie jeszcze będzie.
Decyzje o tym co wziąć a czego nie. Tym razem, ze względu na film zasada o minimalizmie nie wchodzi w grę. Dwie kamery, obiektywy, ciężki statyw, mikrofon, kilo baterii, kable, laptop. Od poniedziałku ostatnia prosta przed piątkowym wylotem do Indii. Tradycyjnie w takiej chwili milion drobnych spraw plącze myśli nie pozwalając skupić się na tym co ważne. Dwa ostatnie lata nieświadomych przygotowań doprowadziło mnie w konsekwencji do tego miejsca. Pozycji z której nie można już tak łatwo się wydostać. Oddech jest zbyt głęboki by wrócić skąd przyszedłem. Zamknąć usta i zeschnąć w jarzeniowym świetle jakiejś nudnej korporacji, (czy innej takiej). To będzie bardzo ważny wyjazd, od którego będzie dużo zależeć.Trzymajcie kciuki.
Na TVU łódzka szkoła i olbrzymie doświadczenie Witolda Stareckiego wprawiaja nas wszystkich w niemały zachwyt. Przed wyjazdem jeszcze jeden studencki projekt- dramatising location - próba stworzenia specyficznej atmosfery wyłącznie poprzez obraz, bez dźwięku czy ludzi. Poniżej nasze storyboard.

Od wtorku na TVU wykłady z Witoldem Stareckim przygotowujące do produkcji filmu dokumentalnego. Szukam tematu, formy, sposobu i techniki. W każdej wolej chwili staram się podglądać innych.
http://www.tvp.pl/filmoteka/film-dokumentalny/a-gdyby-tak-sie-stalo/wideo/film-dokumentalny
zapraszam wszystkich - znajomych i nieznajomych bardzo serdecznie:
będzie kilka filmów, Dobra Muzyka i okazja by porozmawiać.
09 luty 2009
dobrze po 20stej
Powered by WordPress