Jarek Jarosz photolife

26/02/2009

Mathura

Filed under: Uncategorized — admin @ 08:56

Wczoraj wieczorem dotarłem do miasta Mathura jakieś 60km od Agry. Zmrok w Indiach mimo wrażenia pełni lata, zapada szybko i około osiemnastej jest już całkiem ciemno. Elektryczność nie jest w tym kraju tak oczywista jak w naszej części świata. Poza Bombajem i Delhi braki w dostawach prądu są bardzo częste i nie wzbudzają większych emocji wśród lokalnej społeczności. Natomiast dla mnie braki prądu wiążą się głównie z nienaładowanymi bateriami i z krowimi plackami na totalnie ciemnych uliczkach przypominających te sprzed kilku stuleci. Człowiek w nocy przedziera się pomiędzy śpiącymi gdzie popadnie krowami, walczącymi bykami, wiecznie leniwymi psami i grasującymi pomiędzy tym wszystkim setkami małp wyglądającymi zupełnie jak mini ludzie. Z mojego okna w zasięgu ręki mam trakcję nieizolowanych przewodów wysokiego napięcia do których właściciel przywiązał(!) własne kable doprowadzające prąd do jego mieszkania. Brud i syf jeszcze bardziej widoczny niż na południu, choć mniej śmierdzi. Może nie czuję już tak samo. Może organizm automatycznie przyzwyczaił i oswoił się z tym krajem. Widzę te same obrazy co za pierwszym razem, ale powoli przyjmuje to za normę. Zaczynam też bardziej rozumieć ten cały system, który oficjalnie powinien już dawno przestać istnieć. System kast. Dziś zostałem zaproszony na ślub. Ponad 1000 gości. Przyjęcie z honorami, rozmowy, przyklaskiwania, ochy achy piękne ciuchy. W tle ekipa z najniższej kasty służy państwu. Marynarka z lat 50tych z przeprutym rękawem, gołe stopy a w oczach mimo uśmiechu na twarzy, lata smutku i beznadziei i wielu skrytych łez. Pracują w zamian za jedzenie. Nie mają prawa mieć własnego zdania, śpią na kupie w specjalnym pomieszczeniu. Kiedy spytałem gospodarza o mojego kierowcę, który w związku z filmem jest ze mną już od kilku dni i którego zdążyłem zwyczajnie polubić, gospodarz popatrzył z niesmakiem i powiedział bym się nim nie przejmował, służba śpi w osobnym pokoju i poślą po niego jak tylko go będę potrzebował. W ogóle do niego nie dotarło, że nie pytam po to by mieć go pod ręką a dlatego, że zwyczajnie się o niego martwię. Dla mnie przez te kilka dni kierowca, mimo słabego angielskiego, stał się już zwykłym kumplem, towarzyszem podróży. Dla nich tutaj to ktoś kto jak pies będzie czekał na mój rozkaz i nie wypada mu mówić, że dziś ma wolne, że może iść na spacer. Nie wypada w ogóle z nim rozmawiać. Żadna ze stron nie protestuje. Tutaj tak już jest. Mniejsza o to i tak nie naprawię tego świata. Mogę co najwyżej ponarzekać.

 

Indie elektrycznosc

Powered by WordPress