Jarek Jarosz -photolife

31/03/2009

Brrrr..ytania

Filed under: 01.Life — Jarek @ 10:40 pm

no to jestem.

30/03/2009

i…

Filed under: 01.Life — Jarek @ 04:00 pm

Zdjęcia skończone. Edycja pewnie zajmie kilka tygodni, ale ja już jutro wracam do Londynu, gdzie czekają na mnie dwa eseje. Wczoraj dopadał mnie deszcz, ale zupełnie inny od tego zgniłego z Londynu. Deszcz, który przynosi orzeźwienie i pachnie starymi czasami, które gdzieś tkwią zapomniane w naszej podświadomości. Taki, który przyjmujesz z przyjemnością. Dobrze, że idzie ku wiośnie, będzie łatwiej. Z filmu jestem zadowolony. Dam znać jak tylko będzie można go gdzieś zobaczyć. Nie jestem pewien czy trafi do netu. Jeżeli jednak nie trafi, to chyba będzie dobry znak. Swoją drogą jako wieczny malkontent i krytyk własnej twórczości, jeszcze nigdy nie byłem tak zadowolony z tego co zrobiłem.

…wyszło słońce.

edycja filmu

28/03/2009

Padwa

Filed under: 01.Life — Jarek @ 12:29 pm

Ostatnie kilka dni spędziłem na próbach nauki włoskiego. Mieszka w Padwie, gdzie już wstępnie edytowaliśmy materiał nagrany na początku tygodnia. Myślę, że będzie z tego dobry reportaż. Dziś wracamy do Milanu, gdzie mamy jeszcze do nakręcenia kilka scen. Przyznam, że jest mi tu wyjątkowo dobrze. Praca marzenie.

jarosz

27/03/2009

Włochy zdjęcia

Filed under: 01.Life — Jarek @ 12:01 am

italians-6.jpg

italians-11.jpg

italians-5.jpg

italians-7.jpg

italians-8.jpg

italians-10.jpg

26/03/2009

Włochy

Filed under: 01.Life — Jarek @ 05:17 pm

bachelor-party.jpg

bachelor-party-2.jpg

Filed under: 01.Life — Jarek @ 04:30 pm

rzeźnik

italian-bucher-2.jpg

25/03/2009

to tu to tam

Filed under: 01.Life — Jarek @ 02:28 pm

Konduktorka

carpe diem

24/03/2009

milan

Filed under: 01.Life — Jarek @ 06:05 pm

stefaono patarino

23/03/2009

Milan

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:49 pm

Dziś mam pokój identyczny z tym jaki widziałem w jednym z odcinków Reksia. Tym, w którym chciał dopaść świerszcza. Super klimat, aż zrobiłem zdjęcie.

http://www.youtube.com/watch?v=hsQW_y-PTMw

pokoj.jpg

w drodze do milanu

Filed under: 01.Life — Jarek @ 07:27 pm

wlochy-ludzie-1.jpg

wlochy-ludzie-2.jpg

wlochy-ludzie-3.jpg

wlochy-ludzie-4.jpg

wlochy-ludzie-5.jpg

wlochy-ludzie-7.jpg

22/03/2009

lecę

Filed under: 01.Life — Jarek @ 02:49 pm

Siedzę na tyłach rurowatego wnętrza samolotu i próbuje przebić się z myślami poprzez mocno akcentowaną rozmowę siedzących za mną dwóch anglików. Staram się uciec do swojego świata, ale tak jak kiedyś tykający zegar późną nocą,  w starym domu każda sekundą wbijał się gwoździem w umysł nie pozwalając zasnąć, tak teraz nie potrafię uwolnić się o tych gadających głosów nie znających szeptu, czy półgłosu.

Nie lubię latać. Tak fizycznie, w samolocie. Odkąd jednak zdecydowałem się na to by być bardziej niż mieć (patrz. Bałkany), ignoruję ten cały stres, dziwaczne odgłosy z silników, przytkane uszy, przewracający się żołądek w czasie turbulencji, czy zwariowanych fantazji pilota zmieniającego nagle trajektorie lotu. Zresztą i tak nie ma nic do stracenia skoro wszystko już zapisane a jeśli już tu jestem…

Venice Treviso, lądujemy - przerywa stewardes.

Po 9 godzinach w samolocie do Indii, lot do Włoch mija w mgnieniu oka.

Wieczorem Padwa a jutro Milan.

- odezwę się później.

21/03/2009

koza v krowa part 2

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:05 am

goath

cow

19/03/2009

a

Filed under: 01.Life — Jarek @ 11:00 am

w Londynie pozytywnie do zycia nastraja wiosna jakiej tutaj nie bylo od lat. Ciezki tydzien pracy… czasem i mnie sie trafia. Susza zdjeciowa. Po Indiach ciezko sie zebrac. Zaczynam nowe eseje na teorie, dobrze ze jest slonce i kawa bo bym zwariowal. Jeszcze kilka miesiecy i bedzie lepiej.

Ps. Male sprostowanie. MFTM odbedzie sie w sobote za tydzien, wiec niestety mnie nie bedzie.ughh. Dobrej zabawy zycze zatem. Pa

16/03/2009

koza vs krowa

Filed under: 01.Life — Jarek @ 08:34 pm

 W sobote wieczorem w Stone na canon street- Music For the Masses -  a w niedziele na zaproszenie Stefano Patarino lecę do Włoch kręcić dokument. Być może film będzie również  zaliczeniem semestru drugiego, choć przyznam, że chciałbym zdążyć zrobić jeszcze coś  bardziej swojego. Zobaczymy…

Nie wiem która mina odpowiedniejsza do dzisiejszego nastroju(?)

pozdrawiam

Koza

krowa.jpg

15/03/2009

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 08:30 pm

W wolnym czasie przeglądam zdjęcia z Indii. Trochę jeszcze tego będzie.

Człowiek

chlopak-indie.jpg

dziewczynki-indie.jpg

dramatizing location

Filed under: 01.Life — Jarek @ 07:10 pm

Cwiczenie na zajecia z filmu dokumentalnego.

13/03/2009

Pociąg do Bollywood

Filed under: 01.Life — Jarek @ 03:16 pm

Słyszałem o nich już jakiś czas temu.

Jeżeli ktoś się zastanawia nad emeryturą to bardzo polecam.

http://www.tvp.pl/filmoteka/pozycje-bez-vodow/pociag-do-bollywood/wideo/film-dokumentalny

11/03/2009

Czasem słońce, czasem deszcz.

Filed under: 01.Life — Jarek @ 06:40 pm

Poniżej wrzucam szybki rough cut filmu, który niestety trafia prosto do szuflady. Kawałki, którym dawałem jeszcze szanse zanim zlepiłem je w całość, nawet z najlepszym lektorem nie przenoszą żadnych emocji. Po wczorajszych konsultacjach z mistrzem Stareckim dziecko nr 2 umarło.

Kondolencje można składać w komentach, które wskrzeszam na tą okazję dając ulgę silne polskiej grupie lobbingowej.

10/03/2009

Londyn

Filed under: 01.Life — Jarek @ 10:37 am

i powrót do matriksu. Czas pracy.

08/03/2009

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 06:25 am

News:

Mój Breath z wynikiem 77 w angielskiej skali ocen został najlepszym filmem na roku :).

Essay z film theory  już mniej spektakularnie, ale przeszedł również. Połowa drogi za mną.

ufff.

Tymczasem w Delhi 35′C w plusie. Ładuje baterie na nadchodzące szare dni.

PS

Wszystkiego dobrego z okazji dnia księżniczek.

07/03/2009

New Delhi

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 02:18 pm

zielona noc

06/03/2009

Varanasi

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 08:00 pm

Z daleka minęliśmy charakterystyczny pontonowy most na Gangesie. Wiedziałem, że jesteśmy już blisko. Do Waranasi wjechaliśmy od północnej strony. Samochód  w tłumie ludzi, zwierząt, motorikszy i innych pojazdów wolno i z trudem przeciskał się wąskimi uliczkami szarymi od unoszącego się w powietrzu gęstego kurzu. Tutaj, w tej właśnie chwili ten tłum nie miał większego znaczenia, czy jakiegoś konkretnego celu. Dopełniał zwyczajnie krajobraz tego najdawniejszego z dawnych miast. Przez zamknięte okna z uwagą oglądałem świat tak dobrze mi znany z wyczytanych wcześniej relacji, zdjęć, czy wreszcie jakże ważnego w moim życiu - scream of the ants. Z dużym niepokojem, ale i ciekawością zaciągałem się tutejszym powietrzem. Napięcie rosło z każdą kolejną uliczką zbliżającą nas do rzeki. Każdy oddech z osobna poddawałem swoistej analizie doszukując się w stercie zapachów czegoś osobliwego, nieznanego. Gdzieś za którymś z tych murów zaraz wyłoni się rzeka, a na jej brzegu będą stosy, na których od wieków codziennie na wolnym powietrzu płoną ludzkie zwłoki. Dla tych, których nie stać na dostateczną ilość sandałowego drewna, obok dużo taniej pracują setki krematoriów. Inni po prostu wrzucają ciała bliskich prosto do rzeki w nadziei na zakończenie odwiecznej wędrówki duszy i wieczny spokój. Urodziłem się w Oświęcimiu, od dziecka słuchałem opowieści dziadków o czarnym dymie i słodkim zapachu  znad obozowych kominów. Teraz po latach z dreszczem wyczekiwałem na to co przyniesie wiatr.
Do zmroku zostało jeszcze klika godzin. W pośpiechu do małego plecaka władowałem aparat, a resztę rzeczy zostawiłem w hotelowym pokoju. Wychodząc spojrzałem za okno. Trzecie piętro, wysoka biała ściana sąsiedniego budynku blokowała całkowicie widok. Byłem pewien, że gdzieś już to widziałem. Na korytarzu minąłem bezimiennych ludzi, silnie zajętych zdzieraniem starej farby. Pod hotelem czaiło się kilku bosych rykszarzy. Leżeli ukosem w poprzek pojazdu, podpierając dłońmi czarne, rozczochrane łby. Z drugiej strony, na kierownicy sterczały spękane stopy pokryte grubą, suchą i podeszwowatą warstwą skóry. Pomiędzy zwisało chude ciało przybrane workowatym ciuchem. Wzdrygnęli na widok białego.
-Hello sir, rickshaw, very cheep. No? Maybe tomorrow??
Przeszedłem bez słowa. Rzeka była bardzo blisko, zresztą i tak nie miałem już pieniędzy a w głowie od dawna rozgrywała się wielka bitwa pomiędzy strachem a bezczelną ciekawością, która przywiodła mnie do tego miejsca i z pewnością nie zamierzała odpuścić w takiej chwili.
Matka pchnęła nagle nagie dziecko z wielkim brzuchem i pustą metalową michą. Mały chłopak teatralnie wskazując usta, mechanicznym ruchem wystawił pojemnik w nadziei na kilka drobnych.  Przyspieszyłem kroku omijając dziecko szerokim łukiem. Na końcu ulicy, niczym wielki język, spod budynków zwisały betonowe schody zanurzone w czarnej wodzie. Budynki zlepione były w jedną całość izolując człowieka od miasta tworzyły piekielne wrażenie. Stanąłem na schodach spoglądając na rzekę. Po wodzie sunęła spalinowa barka wypełniona drewnem, niżej kilku mężczyzn siedząc wpatrywało się w wodę, po drugiej stronie kobiety wieszały pranie, a przy brzegu kilkanaście łodzi czekało na turystów. Ruszyłem wzdłuż w dalszym ciągu oddychając niepewnie, ostrożnie, rozdzielając w mózgu zapachy i zatrzymując się przy każdym, który wydawał się być nowym. Jednak prócz dymu ogniska, wilgoci, potu zmieszanego z moczem, niczego nie odkrywałem. Siedzący mężczyźni odwrócili wzrok. Zaczęli przekrzykiwać się, rzucając ofertami na tanią przejażdżkę łodzią po rzece. Dzięki nim znów poczułem się pewniej, że to wciąż te same cudowne Indie. Poszedłem dalej. Ze schodów ciągnących się aż po niebo grupa ludzi na noszach niosło ciało zawinięte w złoty błyszczący papier. Podszedł młody chłopak oferując lepszy widok. Automatycznie z pasa zrobiłem zdjęcie. Chłopak spojrzał na aparat, którego głośna migawka zdradziła mój sekret. Wiedziałem, że tu nie można robić zdjęć. Zostawiłem chłopaka i poszedłem dalej omijając świątynie zza której po raz pierwszy zobaczyłem wielką stertę płonącego drewna. Odwróciłem wzrok.
Myśli kłębiły się w głowie.
Hindusi wierząc w reinkarnację przybywają do Waranasi z nadzieją, że w tym miejscu zakończy się wędrówka duszy, która od wieków w bólu odradzała się pod różnymi postaciami. Święty Ganges zabierze duszę z tego świata zjednoczy ją z bogiem i nie narodzi się więcej jako robal, szczur, czy krowa.
Z przeciwnej strony przeszły dwie blondynki, uważnie, na palcach omijając krowie przeszkody. Twarze zakryte białą, czystą chustką. Słońce powoli chowało się za horyzontem. Jeszcze raz popatrzyłem w stronę ognia. Nic prócz płomieni i żaru nie można było zobaczyć. I dobrze. Uspokoiłem są wstrętną ciekawość.

Poszedłem dalej …

ganges

Jarek Jarosz Varanasi

Jarek Jarosz Varanasi

Jarek Jarosz Varanasi

Jarek Jarosz Varanasi

varanasi_india-2.jpg

Benares/varanasi

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 10:57 am

benares-1.jpg

benares-2.jpg

benares-3.jpg

benares-4.jpg

benares-5.jpg

benares-6.jpg

benares-7.jpg

benares-8.jpg

benares-9.jpg

benares-10.jpg

benares-11.jpg

benares-12.jpg

benares-13.jpg

benares-14.jpg

benares-15.jpg

05/03/2009

varanasi

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 05:58 am

varanasi-1.jpg

varanasi-2.jpg

varanasi-3.jpg

varanasi-4.jpg

varanasi-5.jpg

varanasi-6.jpg

varanasi-7.jpg

varanasi-8.jpg

varanasi-9.jpg

varanasi-10.jpg

varanasi-11.jpg

varanasi-12.jpg

varanasi-13.jpg

varanasi-14.jpg

varanasi-15.jpg

varanasi-16.jpg

varanasi-17.jpg

varanasi

04/03/2009

khajuraho / varanasi

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 04:19 pm


india-festival-khajuraho.jpg

W Khajuraho zakończył się kilkudniowy festiwal tańca. Wstęp na jeden wieczór 100RS (około 7zl). Cały dzień kręciłem się po okolicy robiąc zdjęcia na wioskach, które kontrastują niewinnością z chyba najbardziej upierdliwym centrum jakie widziałem. Zorganizowane mafie naganiaczy pracujących na zasadzie podziału ze sprzedawcą atakują każdego turystę z niezwykłą nawet jak na Indie natarczywością. Czasem trzech, czterech kolesi zaciągało mnie do sklepu czy restauracji, przeistaczając się stopniowo coraz bardziej niemiłych typów. Poza centrum i okolicami świątyń już dużo lepiej. Można wypożyczyć koślawy rower na cały dzień za około 30RS.

Tymczasem ja już w Varanasi. Bardzo dużo i szybko się dzieje, nie ma czasu by coś pisać.

Pozdrawiam

03/03/2009

khajuraho

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 02:59 pm

  stara hinduska

hindusi-3.jpg

hindusi-5.jpg

hindusi-4.jpg

hindus

hindusi-1.jpg

hindusi-2.jpg

02/03/2009

Agra

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 04:26 pm

Od momentu skończenia filmu, wreszcie mam trochę czasu i mogę skupić się na czymś zupełnie dowolnym. Po powrocie do Londynu z pewnością będzie co robić. Teraz siedzę w jednej z knajp rekomendowanych przez przewodniki, do której przybywają białe twarze z nadzieją na normalniejsze żarcie. Statystycznie wygląda to tak, że już po trzecim, czwartym dniu w Indiach, Europejczyk zaczyna się dobrze orientować w cenach lokalnego papieru toaletowego, który wcześniej niezauważalny, nagle pojawia się na każdym rogu. Hindusi dobrze wiedzą o co chodzi i zależnie od skupienia na twarzach kupujących, ustalają odpowiednią cenę za rolkę. Sam nauczony doświadczeniami z 2007 w plecaku zawszę noszę małą kopalnie w tabletkach zabraną jeszcze z polski i codziennie zapobiegawczo ratuję się węglem. Teraz gapię się na ulicę siedząc w oknie Yasha cafe gdzieś pomiędzy południową a wschodnią bramą Taj Mahal. Wewnątrz klimat późnych lat 60tych. Coraz bardziej ogarnia mnie wrażenie, iż praktycznie nic się tu nie zmienia od czasów kolonialnych. Wszystko co zostawili Brytyjczycy niszczeje pozostawione samo sobie. Z wgniecionych membran dobiega charczący rytm bollywoodzkich soundtracków. Kable wiszą na ścianie niechlujnym zygzakiem łącząc wiszące nad głowami głośniki ze starym regałem, na którym w centralnym punkcie świeci telewizor. Nad każdym ze stolików wiszą od lat szkielety martwych wentylatorów, z których ktoś zdążył jeszcze wymontować resztki pracujących elementów. Za oknem wszystko w normie. Słońce toczy się mozolnie i bez przeszkód po wielkiej bezchmurnej niebieskiej autostradzie i wysusza spragnioną ciepła skórę. Tuż za oknem, wąska uliczka przypomina olbrzymią taśmę filmową z płynnie zmieniającymi się obrazami toczącego się tam życia. Hindusi odziani w stylowe koszule z długim rękawem, w spodniach jeansowych suto zdobionych srebrną nicią i poszerzanym dołem przykrywającym zgrabnie zakurzone sandały, nie zwracają uwagi na palące słońce. Mały drewniany straganik na kółkach wepchnięty nad ranem przez wychudzonego człowieka przyciąga uwagę jedynie okolicznych mieszkańców. Banany, pomarańcze, trochę jabłek i winogron leżą pomarszczone przykryte dzienną porcją kurzu i spalin. Tutaj wszystko tonie w brudzie i kurzu. Ściany budynków straszą czarnymi zaciekami, pozostałością z poprzednich monsunów zmywających ten cały syf gdzie popadnie. Rynny są tutaj zbędnym dodatkiem, niepotrzebnym nikomu. Zresztą estetyka nie mówiąc o higienie jest pojęciem znanym tylko nielicznym. Wchodząc do knajpy staram się nie patrzeć w stronę kuchni by choć mieć wrażenie, że wszystko będzie przyzwoicie. Nie widzę nawet szarych ścieżek po brudnej szmacie, którą ktoś przetarł blat stołu.. Czar nie pryska z chwilą złożenia zamówienia na ręce kelnera z niepełnym uzębieniem, który wygląda jakby właśnie wrócił z pracy w polu. Nie chodzi o to, że szukam hardcorowych wrażeń. To jedna z lepszych restauracji w mieście. Chce powiedzieć, iż mimo tego wszystkiego o czym tu pisze, to wewnątrz czuję się tu świetnie. Jak na innej odizolowanej od normalności planecie, gdzie dosłownie wszystko może się zdarzyć.

01/03/2009

Marzec

Filed under: 09.India 2009, 01.Life — Jarek @ 09:50 am

jedzenie-w-indiach.jpg

indie-jedzienie.jpg

Indie zdjecie

Powered by WordPress