lecę
Siedzę na tyłach rurowatego wnętrza samolotu i próbuje przebić się z myślami poprzez mocno akcentowaną rozmowę siedzących za mną dwóch anglików. Staram się uciec do swojego świata, ale tak jak kiedyś tykający zegar późną nocą, w starym domu każda sekundą wbijał się gwoździem w umysł nie pozwalając zasnąć, tak teraz nie potrafię uwolnić się o tych gadających głosów nie znających szeptu, czy półgłosu.
Nie lubię latać. Tak fizycznie, w samolocie. Odkąd jednak zdecydowałem się na to by być bardziej niż mieć (patrz. Bałkany), ignoruję ten cały stres, dziwaczne odgłosy z silników, przytkane uszy, przewracający się żołądek w czasie turbulencji, czy zwariowanych fantazji pilota zmieniającego nagle trajektorie lotu. Zresztą i tak nie ma nic do stracenia skoro wszystko już zapisane a jeśli już tu jestem…
Venice Treviso, lądujemy - przerywa stewardes.
Po 9 godzinach w samolocie do Indii, lot do Włoch mija w mgnieniu oka.
Wieczorem Padwa a jutro Milan.
- odezwę się później.