ist-end





Nie mogę sobie przypomnieć kto mi kiedyś powiedział, że im człowiek starszy tym mniej snu będzie potrzebował. To jakaś kompletna bzdura. Jest zupełnie odwrotnie. Gdyby życie nie wołało, spokojnie mógłbym pociągnąć do jedenastej. Przez dwa ostatnie dni odpoczywałem od scenariusza, który mimo iż już zamyka całą historie jest jeszcze strasznie kulawy. Mogę sobie tutaj ponarzekać, że to roczne studia i wszystko jest w biegu i zawsze mogę zwalić winę na angielski pazerny system, ale skoro już tu jestem to powalczę do samego końca ratując polski honor.
Jedzie może ktoś samochodem w stronę krakowa początkiem przyszłego miesiąca?
ogarniam temat Lilian, która szczęśliwie nabiera właściwych kształtów. Zostały jeszcze szlify, które pewnie będą trwały do ostatnich chwil. W piątek wieczorem w pubie małe konsultacje, na które zapraszam każdego kto siedzi w temacie DM i chciałby coś od siebie dodać. mail@jarekjarosz.com
mniej czasu, nie mogę znaleźć miejsca, nie mogę się skupić, wszystko mnie rozprasza, dopadł mnie jakiś paniczny kryzys. Ten scenariusz zaczyna mnie przerastać. Zupełnie inaczej niż w przypadku breath, gdzie całość można było ogarnąć jedną myślą. Dziś stoję w holu olbrzymiego drewnianego domu z setką ciemnych, wręcz czarnych pokoi trzymając w ręku zaledwie wątłą świecę, którą próbuje oświetlić każdy zakamarek. Jeżeli niebawem nie uda się zapalić wszystkich świateł to będzie naprawdę źle.
Przed samym wyjazdem z Etiopii, pudełkiem kiepskiej jakości zapałek, zdążyłem zmiażdżyć jeszcze jedną ekipę prusaków bezczelnie kręcących się po szafce stojącej obok mojego łóżka. Wygrałem małą bitwę. Na wojnę jednak się nie wybierałem. Na wygraną i tak nie było tam najmniejszych szans. Zwątpiłem zaraz po tym jak zaglądając do pustej lodówki zauważyłem, że kremowa guma wokół drzwi wyklejona jest sterczącymi wąsami z płaskich ciał tych odważniejszych, którzy oddali życie skuszeni resztkami jakiegoś żarcia. Jednego wieczoru nauczyłem się też by zaglądać do śpiwora zanim zasunę zamek. Po przyjeździe cała zawartość plecaka od razu wylądowała w pralni a i tak mam wrażenie, że do domu jednak nie dotarłem sam. Właśnie robię dochodzenie w tej sprawie.
Od dziś na kolejne kilka tygodni zostaje sam na sam z Lilian.
Trzymać kciuki proszę.
Powered by WordPress