Przed samym wyjazdem z Etiopii, pudełkiem kiepskiej jakości zapałek, zdążyłem zmiażdżyć jeszcze jedną ekipę prusaków bezczelnie kręcących się po szafce stojącej obok mojego łóżka. Wygrałem małą bitwę. Na wojnę jednak się nie wybierałem. Na wygraną i tak nie było tam najmniejszych szans. Zwątpiłem zaraz po tym jak zaglądając do pustej lodówki zauważyłem, że kremowa guma wokół drzwi wyklejona jest sterczącymi wąsami z płaskich ciał tych odważniejszych, którzy oddali życie skuszeni resztkami jakiegoś żarcia. Jednego wieczoru nauczyłem się też by zaglądać do śpiwora zanim zasunę zamek. Po przyjeździe cała zawartość plecaka od razu wylądowała w pralni a i tak mam wrażenie, że do domu jednak nie dotarłem sam. Właśnie robię dochodzenie w tej sprawie.
Od dziś na kolejne kilka tygodni zostaje sam na sam z Lilian.
Trzymać kciuki proszę.