Jutro oddaję…

Ostatnie godziny przed pierwszym prywatnym mini-pokazem filmu już z napisami. Prawie cztery miesiące pracy dla krótkich trzydziestu minut. Dziś musi być jakiś mały reset.
Siedzę już dobre dwa tygodnie po 14 godzin dziennie. Został jeszcze tydzień na zrobienie dokumentacji i angielskich napisów. Lilian nabrała już kształtów, ale o tym jeszcze będzie.
Dla zainteresowanych reportaż z radia Kraków - radio-krakow-lilian.wma
pozdr.
Zdążyłem wrócić już do swojej małej rutyny. Zawsze po powrocie przez kilka pierwszych dni to miejsce wydaje się inne, zmienione, obojętne. Później wszystko samoczynnie wraca do normy. I zaczynam swój bieg, każdego poranka, tym samym starym tempem, razem z wszystkimi innymi o twarzach z wymalowanym rutyniarsko mechanicznym uśmiechem i automatycznym pytaniem o twój los. Robię swoje. Snuje się w tym samym kierunku, po tych samych ulicach zmierzłych od ciągłego braku światła dziennego. Coraz bliżej do pierwszej stacji. Za kilka tygodni obrona filmu. Przejrzałem już całe sześćset minut nagranego materiału z którego zostanie niecałe trzydzieści. Za każdą ze scen kryje się cała lista zawodów potrzebnych do zrobienia filmu bez budżetu. Kierowca, hotelarz, kucharz, negocjator, prawnik, elektryk, oświetleniowiec, operator kamery i wózka, elektryk, dźwiękowiec, montażysta, scenarzysta, techniczny, producent, czy w końcu reżyser. Można się zastanawiać, czy jest możliwość zrobienia dobrego filmu z samych chęci, czy ambicji. Z pewnością jest to trudne zadanie, ale musiałem to przejść bo siedziało by to we mnie i męczyło codziennie, a tak zrobiłem swoje i znów jestem wolny.
Powered by WordPress