wewnętrzna
Dziś od rana chodzę dużo lżejszy. I to nie tylko dlatego, że słońce w końcu ogłosiło koniec parszywego, kalesonowego sezonu. Wczorajsza wena i nieprzespana noc przyniosła ostatnią scenę. Zakończenie którego usilnie szukałem od przyjazdu z wawy. Przyszło nagle i niespodziewanie. Ostatni brakujący element dzięki któremu cała reszta nagle zaczęła pasować. Chyba nie ma czego się wstydzić. Już lubię ten film. Teraz tylko całość trzeba przepisać. Z polskiego na polski.
joł.
idzie wiosna.
a..
dzięki karol…