Od trzech dni niebo nad londynem wygląda jak wycięte z gokarny. Nie muszę pisać jak to na mnie działa. Po eksmisji gołębiej mafii, wprowadziłem się na balkon, który normalnie przez pozostałe 360 dni jest moim meteorologicznym punktem obserwacyjnym wszelikich możliwych zamieci i zawiei. Mini stolik, leżak, laptop, czarna kawa z dużą ilością cukru i mam miejsce, którego sam cejrowski mógłby pozazdrościć.
Po różnych przewrotach, zmianach planów, pokręconych, głupawo upartych zleceniodawcach i innych takich, w końcu dograłem brakujący motyw do zamrożonej w czasie reklamy restauracji i mam nadzieje wkrótce z nią skończyć. Nie ma łatwo. Szumne zapowiedzi z marca o dziesiątkach projektow reklamowych skutecznie gasi modna wymówka o kryzysie. I tak nie ma się co załamywać. Na jesień gaszę światło w Londynie i jadę na północ. Zanim jednak przewietrzę mózg gdzieś w Norwegii,- 1go października na bricklane (wschodni londyn) organizuje dwudniowy kurs street photo. Będziemy mówić o technikach, sprzęcie, zatrzymywać przechodniów i robić dużo zdjęć. zapraszam: mail@jarekjarosz.com