…

dzieki za wszystko
Do niektórych miejsc dobrze jest wracać i tak pewnie będzie z Norwegią. Przyjechałem się rozejrzeć, ale nie urwałem sobie głowy. Pewnie dlatego, że do marca mam co robić…, a i nadchodząca zima mi tu straszna. Na wiosnę z pewnością jest tu dużo piękniej. Mocno poukładany kraj uśmiechniętych ludzi, gdzie przysłowiowa sprzątaczka w miesiąc spokojnie odkłada na roczny pobyt w Indiach. Na ulicach niezapięty łańcuchem drogi rower, tubylców zaskakuje tyle co widok nagiego staruszka na hiszpańskiej plaży nudystów. W Anglii taka rowerowa okazja już po piętnastu minutach z nową, pachnącą farbą stałaby odpicowana na londyńskim Sunday Market. Tu nikomu takie rzeczy do głowy by nie przyszły. Bo niby po co? Każdy wszystko już tu ma. Dlatego tym bardziej jestem w stanie wyobrazić sobie szok z jakim przyjęto tu wiadomość o lipcowych wyczynach Breivik’a. W ten sposób dochodzimy do spraw, które w mojej wersji raju by nie przeszły. O ile w normalnych cywilizacjach temperatura bliska zeru zazwyczaj oznacza oficjalne ogłoszenie zimy, zwinięcie restauracyjnych krzesełek, stolików z parasolkami stojących na zewnątrz do głębokich piwnic, to tutaj ta zasada zupełnie nie obowiązuje. Ludzie-pingwiny ignorują zimno i siedzą na zewnątrz zawinięci w grube kraciaste koce, wcinając ze spokojem obiad. Pomyśleć można - biedaki - pewnie łapią resztki słońca. Z każdym dniem będzie coraz mniej go nad Norwegią. Ale tu i w nocy sytuacja się nie zmienia. Ogołocone z ludzi wnętrza kafejek, a przed nimi gaworzący tłum z kubkami kawy, który za nic ma to, że ja już dawno wszedłem w sezon „kurwa, ale zimno”. Przypominają mi się czasy krakowskiej giełdy komputerowej na początku lat dziewięćdziesiątych i gorąca herbata sprzedawana przez gościa schowanego w przyczepie kempingowej. Tyle, że tam nie było się gdzie schować przed zimą, a ta herbata w topiącym się od gorąca tandetnym plastikowym kubku, nie jednemu uratowała dłonie przed odmrożeniem. Co kraj to obyczaj. Jak już kiedyś pisałem, wole być znudzony monotonnym upałem przez długie tygodnie i biegać boso po trawie, niż nosić na sobie 30kg swetrów i udawać, że wcale nie jest zimno. Za to z wyjazdami Norwegowie mają całkiem nieźle. Nie ma takiego miejsca, gdzie byłoby drożej, więc jeśli by się dobrze zastanowić, każdy wyjazd to czysta oszczędność. Fajnie nie?
Na stronie photolifeway jest już pełny program kursu fotografii, jaki z wielką (by nie napisać zajebistą) przyjemnością poprowadzę w styczniu w Indiach. Zapraszam.
Tuż przed wyjazdem do Norwegii dokończyłem reklamówkę restauracji:
aaa i zmniejszyłem ilość postów na główniej stronie. Powinno ulżyć kilku skarżącym się użytkownikom mobilnego internetu ;)
Nie wyrabiam z czasem.
Materiał dla Fashion Culture, nad ktorym siedzialem przez ostatnie dni.
Powered by WordPress